czwartek, 14 kwietnia 2016

o prawo do aborcji

W tym gorącym okresie znalazłam w swojej bibliotece jakże aktualną książkę. "o prawo do aborcji" to zapis przemówienia francuskiej minister zdrowia Simone Veil  przedstawiającego projekt ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży na życzenie kobiety. Miało to miejsce  w listopadzie 1974 roku.
40 lat temu członkowie Zgromadzenia Narodowego Francji podjęli się próby dyskusji nad tą trudnym tematem, ponieważ była to kwestia ochrony godności francuskich kobiet,  które zmuszone sytuacją życiową coraz częściej przerywały ciąże w tzw podziemiu aborcyjnym ryzykując utratę zdrowia lub życia. Przebieg tego poruszającego przemówienia świetnie oddała Magdalena Środa,  której fragment recenzji pozwolę sobie w tym momencie zacytować:
"Trzeba zobaczyć tę niewielką kobietę, pozbawioną całkowicie agresji, modulująca głos w bardzo spokojny, choć stanowczy sposób, gdy stawia czoła kilkuset mężczyznom patrzącym na nią początkowo z pogardą lub wyraźnym lekceważeniem; potem wściekłym, agresywnym, grubiańskim. "Awantura" jaką rozpętała Veil (bo trudno by było to nazwać parlamentarna debatą), trwała wiele godzin i skończyła się sukcesem. Sukcesem, który zmienił kondycję egzystencjalną kobiet".
40 lat temu konserwatywni politycy otworzyli się na racjonalne argumenty, i obiektywnie ocenili trudną sytuację kobiet i na przekór swoim  osobistym poglądom zdecydowali pozwolić kobietom, swoim współobywatelkom, żonom, siostrom i córkom decydować w zgodzie z własnym sumieniem i podejmować samodzielnie trudna decyzję o przerwaniu ciąży Skończono tym samym z narodową hipokryzją i przyznano się do faktu, że aborcja istnieje i zbiera śmiertelne żniwo wśród kobiet.

Dziś przyszedł dzień, kiedy stajemy w obronie ustawy która przez lata nazywana była kompromisem. Kompromisem, którego w żaden sposób nie można było naruszyć. Okazało się jednak, ze wszyscy zostaliśmy oszukani, nie przez organizacje pro-life które w demokratycznym kraju moga domagac się zmiany przepisów, ale zostaliśmy oszukani przez polityków. Znowu.

Ale niech obecne wydarzenia będą przestrogą dla tych, którzy mówią, że kobiety mają prawa róqwnę męskim, a nawet przecież większe. Drodzy Państwo: przecież właśnie kobietom odbiera się podstawowe prawa człowieka.

Ale jak kobiety mogą domagać się tych praw skoro właśnie zostały odczłowieczone. Została inkubatorem, taka jest jej rola, całe jej człowieczeństwo przeszło na zarodek i płód. Powtarzam: zarodek i płód bo to są prawidłowe określenia i jestem pewna że w opisach medycznych używają ich również lekarze podpisujący tzw klauzulę sumienia.

To zadziwiające, że mężczyźni żądają prawa do posiadania broni palnej, chcą mieć możliwość obrony siebie i swojej rodziny przed napastnikiem, który chce naruszyć ich mienie materialne, zagraża ich życiu lub zdrowiu. Prawo do samoobrony jest przecież naturalne. Dlaczego więc kobietom prawa chce się odmówić? Czemu mają umierać powijając dziecko, które od razu osieroca, osieroca też pozostałe dzieci, pozostawią ukochanego męża czy rodziców.
Czemu wymaga się od nich bohaterstwa wychowywania bardzo chorego dziecka, jeśli jednocześnie nie wymaga się tego od ojców? Mam nadzieję że projekt zmian do ustawy przewiduje zakaz spierdalania ojca z życia bardzo chorego dziecka? Kto pomoże finansowo takiej rodzinie, bo ich wydatki aby zapewnić minimum godnego życia przekraczają możliwości finansowe rodziny, zwłaszcza, ze jeden z rodziców (głownie matka) musi zrezygnować z pracy.
Co z dziećmi poczętymi a następnie urodzonymi w wyniku gwałtu? kto będzie je utrzymywał? matka? czy Państwo będzie płaciło alimenty za gwałciciela? czy gwałciciel będzie mógł domagać się praw wobec dziecka? Co z odpowiedzialnością Państwa i organizacji pro-life za 9 miesięczny gwałt na kobiecym ciele?


Czy kobiety będą odpowiadały za poronienie? Miła byc druga Japonia, irlandia, a będzie drugio Salwador.  Czy dochodzenie wykaże  czy kobieta nie pracowała zbyt ciężko przyczyniając się do poronienia? Ale jak miałaby nie pracować skoro nie pójdzie na zwolnienie lekarskie, bowiem ciąża to nie choroba?

Właśnie widzimy jaki niski jest status kobiety w polskim społeczeństwie, status "głupiej gęsi" za która trzeba podejmować fundamentalne decyzje. Ja się na to nie zgadzam, za mnie nikt nie musi myśleć, ani mąż, ani Kościół ani politycy.

Kościół ma jednak prawo nauczać wewnętrznie ze aborcja jest grzechem, byłoby dziwne gdyby tego nie robił, nie możemy jednak godzić się na to, aby Kościół wywierał presję na polityków, a oni na nas, obywateli. Polityków jakich mamy wiemy, obecna ordynacja pozwala na wejście do sejmu byle durnia ciągniętego przez lidera z wiodącej listy. Nie możemy oddać swojej godności, zdrowia i życia w ręce tych idiotów.

Jestem buddystką, życie każdej istoty jest mi drogie. Gdybym miała opisać buddyzm jednym słowem byłoby to "współczucie". Ale współczucie zawsze musi być równoważone mądrością. W tym przypadku moje współczucie kieruję wiec mądrze ku kobietom, które stają przed nie łatwą przecież dla nikogo decyzją. Oskarżanie ich o to, że bez emocji chcą się po prostu wyskrobać jest płytkie, i niedojrzałe. Ta decyzja zawsze jest trudna i niezależnie od wyboru kobiety bo głownie one będą do końca życia ponosiły jej konsekwencje. Ale prawo tego wyboru musi być zachowane.


W niedzielę wybieram się na ogólnopolski marsz protestu kobiet polskich przeciw proponowanym zmianom w ustawie aborcyjnej, który odbędzie się akurat w Łodzi.. Bo mój głos ma znaczenie, bo mówię głośno, ze się nie zgadzam, jestem człowiekiem, nie inkubatorem!


1 komentarz:

  1. tej ustawy nie umiem określić inaczej niż BARBARZYŃSTWO! czuję się źle, czuję się zagrożona, bardzo boję się o swoje córki. dokąd zmierzasz, kochana Polsko?!?

    czekałam na ten artykuł u Ciebie. wiedziałam, że poruszysz ten temat. nie zawiodłam się :)

    OdpowiedzUsuń