niedziela, 14 lutego 2016

Spotlight czyli o aferze pedofilskiej w KK

Standardowa walentynkowa randka w kinie odbyła się w naszym przypadku w sobotę (patrząc na obłożenie kin to chyba większość ludzi świętowała w sobotni wieczór). Film wybrałam oczywiście ja i po kryjomu zarezerwowałam bilety, stawiając nijako P przed faktem dokonanym. P i trak marudził, a to że tematyka pewnie będzie nudna, a to że pewnie miejsca złe wybrałam (oczywiście w kinie był ciąg dalszy marudzenia bo wg niego rząd niżej byłby idealny).
Ale wracam do filmu, bo wpis nie ma na celu opisywać naszej "randki", chcę raczej pozwolić sobie wylać swoje emocje które kłębią się we mnie od zakończenia seansu.


"Spotlight" jest opowieścią o śledztwie dziennikarzy " The Boston Globe" dotyczącym pedofilii w Kościele Katolickim. Początkowo śledztwo miało dotyczyć księży którzy się tego dopuszczali, ale potem skupiono się bardziej na procederze tuszowania tego zjawiska przez hierarchów Kościoła. Ot cała fabuła, tylko tyle i jednocześnie aż tyle.

W filmie nie ma nagłych zwrotów akcji, jest pokazane długie i żmudne śledztwo, widzimy również, że skala zjawiska nad która rozpoczęto pracę była jedynie wierzchołkiem góry lodowej i ze zjawisko to było wielokrotnie większe. Padła również pewna liczba określająca tą skalę: 6% wśród kleru i ta statystyka dokładnie potwierdziła się w Bostonie.
Jaki jest profil ofiary? dziecko z rodzin patologicznych, biednych, przezywające śmierć lub odejście rodzica (potwierdza się również w kontekście doniesień z naszego kraju, które co jakiś czas pojawiają się w mediach)

Wiecie, że nie wierzę w Boga, nie ma we mnie wiary w wyższą moc decydująca o naszym losie. Ale rozumiem ludzką potrzebę tej wiary. To nie ma jednak nic wspólnego z instytucją jaką jest Kościół.
Myślicie, że biskup, który wiedział o skłonnościach księży, ale jednocześnie wyciszał sprawy był człowiekiem głębokiej wiary? Według mnie Bóg powinien pierdolnąć go piorunem i spalić na miejscu, ot tak dla przykładu.
Myślicie, ze ksiądz prowadzący chłopca do swojej sypialni na plebanii był głębokiej wiary gwałcąc dziecko na łózko nad którym wisiał krzyż z umierającym Chrystusem?
Celem władzy nie są pieniądze, celem władzy jest władza. Za potężną władza stoi często bezkarność, A religia daje władzę potężną.
Nic nie wkurza mnie tak bardzo jak dwulicowość, gwałcone dzieci były odczłowieczone, nie widziano w nich ludzi, a seksualną rozrywkę, za to w zarodku już tego człowieka widzą. ksiądz który "jest tylko człowiekiem i błądzi" mówi innym jak mają żyć, ma również władzę w imieniu Boga aby innym grzechy odpuszczać lub nie. czy może ktoś mi wytłumaczyć w jaki sposób to ciągle działa?

Film w moim odczuciu jest genialny, również ze względu na świetne aktorstwo doborowej obsady, polecam wszystkim, praktykującym i niepraktykującym, bo od zła oczu odwracać nie można, trzeba się w tym zmierzyć. Na pocieszenie dodam, odwracając statystykę, ze 94% księży nie ma skłonności pedofilskich. I spotkania z takimi Wam życzę/.

PS. Moja córka chodzi na religię i za rok pójdzie do Komunii. Nie taki był mój zamiar, ale ona chodzić na te zajęcia chciała i lubi lekcje religii. Nie mogę jej zabronić jeśli ona tego chce, tak jak kiedyś moi rodzice pozwolili mi wybrać, i zejść z utartej ścieżki.

Wykorzystywanie dzieci jest najczęstsze w najbliższym kręgu, głownie rodziny, tu działa ten sam mechanizm wykorzystywania władzy. także zagrożenie nie czyha tylko w kościołach. Chciałabym jednak, aby nie było na świecie 'Świętych krów", pewnego sacrum którego tknąć nie wolno. Zwracając uwagę na pedofilię w KK, podnosisz rękę na Boga, mówiąc o tym, że dziecko zgwałcone przez ojca przy cichej akceptacji matki należy jak najszybciej im odebrać a rodziców osądzić podnosisz rękę na  Rodzinę. Podnieść rękę można łatwo i na wszystko, na Matkę Polkę, na Tradycję (zamachem na tradycję i rodzinę była przecież konwencja o przeciwdziałaniu przemocy), na Naturalny Podział Płci (nawet jeśli nie śmiejesz się z seksistowskich kawałów lub nie podoba ci się koleżeńskie klepniecie w tyłek jesteś zapewne feministką i genderystką).
Wszystkim nam życzę trzeźwego osądu każdej sprawy i dowagi do głośnego wyrażania swojego sprzeciwu wobec zjawisk które nie powinny mieć miejsca.

A z okazji walentynek życzę Wam dużo miłości. Do bliźniego i do siebie samego :-)

PS2. przepraszam jeśli tekst wydał Wam się chaotyczny, ale był pisany w wielkich emocjach. Tak jednak jak każdy ma prawo do grzechu, ja mam prawo do gorących emocji :-)

Pozdrawiam
K

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz