piątek, 12 lutego 2016

Skills box - Luty 2016. Dlaczego już nie lubię pudełek?

Naprawdę kocham pudełka niespodzianki, ale niestety dość szybko jestem nimi rozczarowana lub po prostu znudzona. Tak było też z grudniowym Skills Boxem, którego recenzji nie widziałam już sensu tutaj robić, ponieważ w porównaniu do dwóch poprzednich było po prostu słabe (oczywiście to moja subiektywna ocena). W każdym razie wtedy postanowiłam nie przedłużać swojej trzymiesięcznej subskrypcji.
Po jakimś czasie, jako że kobieta zmienną jest, zmieniłam zdanie i postanowiłam dać pudełku druga szansę, poza tym jak uwielbiam sprawiać sobie prezenty. I tak po miesięcznej przerwie zamówiłam lutowe pudełko. Być może jednak moje oczekiwania były za wysokie, nie mniej znów byłam zawiedziona.

W pudełku znalazły się:

Książka o przyszłości marketingu, PR i reklamy "Growth hacker marketing"- Książki biznesowe są zawsze najmocniejszą stroną tych pudełek, więc oczywiście chętnie przeczytam.

Książka z płytą CD "mindfulness trening uważności" czyli trening umysłowy, którego celem jest osiągniecie szczęścia i harmonii. Ok, to może się podobać, ale nie mnie. Jedyna medytacja jaką osobiście uznaję to ta buddyjska, przede wszystkim zazen, a to czego unikam to wszelkie "treningi umysłu" łączące medytację i afirmację na zasadzie pseudo hipnozy (czyli Ty prawie spij, i wsłuchuj się w płytę z  nagranym dźwiękiem szumu fal a My będziemy Ci w tym czasie mówili jaki wspaniały jesteś). Książki jednak jeszcze nie czytałam a nie byłoby uczciwie skreślać ją od razu, więc z uczciwości przeczytam i zrobię swoją recenzję na blogu.


Do tego był  zeszyt motywacyjny, który jest po prostu zwykłym szeszytem z ładną okładką, sam w sobie nie motywuje mnie do niczego

Pióro kulkowe- ot niby magiczne, które można zmazywać silikonową końcówką, dla mnie tez nic odkrywczego, moja Kasia i jej koleżanki używają takich w szkole  do nauki ładnego pisania.

W pudełku znalazły się jeszcze spinacze w kształcie serca i zakładki indeksujące w identycznym kształcie.

Nie zrozumcie mnie źle, pudełko jest produktem który ktoś mi sprzedaje, a ja świadomie, mimo iż nie znam zawartości je kupuję. Więc to nie chodzi nawet o to czy opłacało się wydać 99zł. W internecie są recenzje wielu  pudełek m.in. kosmetycznych i recenzentki też są zawiedzione kolejnym balsamem do ust czy popularnym antyperspirantem bądź pastą do zębów. Tak jest i w tym przypadku. Zakładek / karteczek do przylepiania było już dużo, a u mnie nie mają praktycznie zastosowania, pióro kulkowe byłoby fajne gdyby pisało na czarno lub niebiesko, a nie na brązowo. Ale już największe przegięcie to nazywanie zeszytu motywacyjnym. No do cholery do czego ma mnie motywować? w środku są tylko linie, nic więcej, a napis "dreams inside" ma sugerować że powinnam spisywać swoje sny? (swoją drogą śniło mi się ostatnio, że poleciałam na Sri Lankę). Wiecie czego bardzo nie lubię? Dorabiania filozofii tam gdzie jej po prostu nie ma, nie oszukujmy się, zeszyt, zszywki czy nawet pachnący długopis nie są inspirujące czy motywujące (mój blog tez nie, więc chyba zmienię ten cholerny tytuł), ale jesteśmy chyba tego spragnieni skoro wiele można nam wcisnąć.
Co do pudełek- korci mnie żeby zamówić marcowe, może z okazji Dnia Kobiet będzie ono wyjątkowe? Ale za prawie stówę mogę sobie kupić dwie lub trzy książki zamiast czekać na kota w worku, więc to będzie chyba koniec mojej przygody.

Plusem pudełka była walentynkowa wstążka, jak widzicie na zdjęciu moja kotka już na nią czekała. Nie ma sensu kupować kotom zabawki, darmowe wstążki od prezentów są najlepsze.

A Wy jakie macie doświadczenie z pudełkami niespodziankami?

ściskam gorąco
Kasia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz