środa, 11 listopada 2015

Sufrażystka

W sobotę wyciągnęłam P do kina, kiedy wszyscy szli na nowego Bonda, ja zabrałam tego biedaka, który ledwie przeszedł  grypę żołądkowa na "Sufrażystkę". Podczas seansu próbował przysypiać, ale ostrzegłam go, że jeśli uśnie to zrobię mu w domu wykład z praw kobiet.

Film jest historią walki o prawo wyborcze kobiet w Wielkiej Brytanii w roku 1912, nie ma tu wartkiej akcji, ot porządnie opowiedziana historia którą według mnie każda kobieta znać powinna. Film reklamowany jest głownie rolą Meryl Streep która grała Emmeline Pankhurst jedną z założycielek i przywódczyń ruchu sufrażystek. Prawda jest taka, że Emmeline przemawia do kobiet w filmie przez około 3 minuty i to cała rola Meryl. A film broni się swoją fabułą i rolami głównej bohaterki Maud granej przez Carey Mulligan oraz  genialnej Heleny Bohnam Carter jako Edith Ellyn.

Moim zdaniem Sufrażystka to film obowiązkowy dla wszystkich tych którzy nie korzystają ze swoich praw- głównie wyborczego, uważają przecież, że jeden głos nic nie zmieni. To film dla wszystkich antyfeministek, które mówią "nie jestem feministką , nie lubię ich, o co im chodzi? przecież mamy równe prawa, a tak w ogóle to chcę, żeby  panowie otwierali mi drzwi i całowali w dłoń"
A więc drogie "Anty",swoje równe prawa zawdzięczacie kobietom, które wyszły kiedyś na ulice, narażone na przemoc, aresztowania i szykany i starały się latami poprawić sytuację swoją i swoich córek. Ktoś kiedyś oddał życie abyśmy mogły władzę wybierać i sprawować, abyśmy mogły uczyć się i w pełni korzystać z praw człowieka które kiedyś kobietom po prostu nie przysługiwały.

Dziś jest 11 Listopada, Święto Niepodległości. Ktoś kiedyś tą niepodległość dla nas wywalczył, ale nawet wywalczona nie jest nam dana raz na zawsze. Niemniej szanujemy tych którzy o tą wolność walczyli, szanujmy tez te kobiety które walczyły o nasze prawa i nie pozbywajmy się ich na własne życzenie. Znam kobiety które głosują tak jak ich mężowie, bo swoich poglądów nie mają i ufają tylko ocenie męża, znam pary w których kobiety zrzekły się praw do podejmowania decyzji w domu, bo głowa rodziny może być tylko jedna, poza tym preferują tzw tradycyjny podział ról. Do cholery kiedy tradycyjną rolą kobiety było wyłączone myślenie? Dodam to tego moje obawy co do obecnej sytuacji politycznej w Polsce- Mieliśmy już tego przedsmak ok 2 miesiące temu kiedy debatowano nad całkowitym zakazem aborcji. Teraz większość bezwzględna PISu pozwoli im na odebranie kobietom prawa decydowania o sobie nawet w sytuacji ciąży z gwałtu, w sytuacji zagrożenia życia (to dla mnie będzie zbrodnia) czy nieuleczalnej choroby płodu/ dziecka. Taka zmiana będzie oznaczała jedno kompletne pozbawienie praw do decydowania o swoim życiu. Bo póki co mamy możliwość, prawo do przerwania ciąży w tych trzech wyjątkowych i wystarczająco bolesnych dla kobiet sytuacjach, ale jest to wciąż prawo do podjęcia decyzji, a nie obowiązek.

Całowanie w dłoń czy puszczanie przodem w drzwiach nie ma tu nic do rzeczy, lubisz to lubisz, nie musisz zgadzać się z panią Szczuką czy Środą, feminizm to nie religia i nie sekta, nie musisz nawet być zwolenniczką tego "strasznego Gender". Uczciwie jednak należy docenić co ruch kobiecy zrobił dla poprawy życia ludzi, a przynajmniej dla połowy ludzkiej populacji.

W Polsce sytuacja kobiet jest bardzo dobra porównując z wieloma innymi krajami zwłaszcza z poza Europy, ale to nie znaczy że jest idealnie i że nic nie można zrobić. Czy wiecie ze nierówności płacowe są wciąż tak duże, ze właściwie kobiety pracują 2 miesiące w roku zupełnie za darmo? Więc teraz proszę wszystkie "anty", które chciałyby p[pracować 2 miesiące bez wynagrodzenia o zgłoszenie się.

PS. ja nie lubię całowania w dłoń, nie lubię kiedy ktokolwiek narusza moją strefę komfortu, zresztą skoro całuje mnie w dłoń to czemu nie w usta, głowę czy jakiekolwiek inne miejsce (wg fantazji). Co do przepuszczania w  drzwiach to jest mi obojętnie, jak idę pierwsza to ja przytrzymam drzwi tym co idą za mną, nie czekam jak kaleka, żeby ktoś mi je otworzył. Ale poza tym większość panów nie potrafi prawidłowo tego zrobić, bo kiedy drzwi otwierają się na zewnątrz należy wyjść i przytrzymać je z drugiej strony, a oni sterczą w samym przejściu próbując powstrzymać wyciągniętą ręką, żeby otwarte skrzydło nie zamknęło nam się na twarzy. Tak wiec musimy się wówczas ocierać w przejściu o takiego gentelmana i ryzykujemy, że jego silne ramię nie powstrzyma jednak drzwi domykanych na grubej sprężynie. Poza tym lubię powiedzenie "jeśli ktoś otwiera przed tobą drzwi, ma również prawo je przed tobą zamknąć"

Pozdrawiam
K.

1 komentarz:

  1. bardzo dobry artykuł. widać, że Twój klimat :) to u Ciebie lubię.
    poruszyłaś wiele wątków, generalnie trudno mi się nie zgodzić. choć osobiście lubię taką "starą szkołę" u panów, pewną szarmanckość, niewymuszone zachowania wobec kobiet. lubię, gdy mój starszy sąsiad "ukłoni się kapeluszem", robi to nie tylko wobec kobiet. nie lubię jednak, gdy kobieta robi z siebie ofiarę, gdy jest do granic nieporadna i oczekuje pewnych zachowań, bo jej się "należy". sama chętnie przytrzymam drzwi ojcu z dzieckiem na rękach, czy przepuszczę w kolejce pana z colą, gdy ja mam wypchany cały wózek. jakoś tak naturalnie traktuję ludzi sprawiedliwie, nie według płci.
    co do prawa wyborczego - mnie z kolei rzuca się w oczy, że wielu głosuje na "dużą" partię, tylko żeby ta druga duża nie przeszła. taki głos przeciw, a nie za. jest to myślenie pt. "mały i tak nie przejdzie". no nie przejdzie, jeśli rozumuje tak większość społeczeństwa. sama równie często obserwuję, gdy żona głosuje/ myśli jak mąż, jak i odwrotnie, mąż bez większej refleksji przyjmuje opinie żony. może robi tak to bardziej leniwe? :) wyrobienie sobie zdania na różne kwestie wymaga wysiłku i czasu. choć, ja im dłużej nad czymś dumam, tym mniej potrafię się określić :) podsumowując - bardzo ważnych tematów dotykasz, czasem otwierasz pewne klapki. to cenię.

    OdpowiedzUsuń