środa, 8 kwietnia 2015

Spokojny, samotny wieczór

Dziś właściwie bez tematu, ot taki luźny wpis, nawet nie opatrzony obowiązkowym podobno zdjęciem. Mogłabym cyknąć fotkę swojej herbacie, ale kubek brzydki. Nie jest to tania ironia, po prostu najczęściej do wpisów o podobnej lekkiej tematyce dodawane są fotografie popijanej kawy lub herbaty.  Otóż mam wolny wieczór, nikogo nie ma w domu, P wyjechał, K u dziadka, tylko ja i kotka w domu. I tak leżę i popijam faktycznie tą zieloną herbatę, do tego co jakiś czas grzeszę... podjadając dyskontowe Krówki, a miałam przecież nie jeść. Łakoma jestem strasznie, znów odpuściłam ćwiczenia (ale zaraz biorę się za nie z powrotem) i hoduję oponkę. Od jutra obiecuję, że słodyczy nie tknę. Ja nie jestem chyba zwolenniczką metody drobnych kroków,. trudno mi się do czegoś zmotywować, ale rzucenie czegoś (lub kogoś) zawsze przychodziło mi lżej. Nie mogę jednak powiedzieć "ograniczam czekoladę" ale "nie jem czekolady". To tak jak zrobiłam z mięsem, pewnego dnia powiedziałam "nie jem" i na drugi dzień nie czułam, już nawet takiej potrzeby.
Przypomniało mi się jak moja mama rzucała palenie prawie 30 lat temu- chodziła wtedy ze swoim kuzynem na akupunkturę, potem wracali do domu i mówili "musimy spróbować czy nam smakują papierosy" i tak próbowali. Po zabiegu papierosy nie smakowały, ale musieli sprawdzić po jakim czasie posmakują i w ten sposób akupunktura choć skuteczna nie pomogła im w walce z nałogiem. Dopiero względy zdrowotne sprawiły, że nagle i skutecznie rzuciła palenie. Podobnie zrobiła jej siostra i tata- rzucili wieloletnie nałogi z dnia na dzień. Uważam, że w moim przypadku słodycze to też nałóg, kradnę je nawet po kryjomu małej K, tłumaczę sobie, ze właściwie jej pomagam, no bo ona też nie powinna... Ech, czy okłamywanie samej siebie nie jest jednym kolejnym z objawów uzależnienia?

Rzucę te cholerne słodycze choćby też z takiego powodu, żeby cała moja filozofia życiowa była bardziej wiarygodna, P nie lubi kiedy na imprezach nie jem mięsa tłumacząc, ze nie chodzi tylko o względy moralne, ale też zdrowotne (znacznie lepiej się czuję nie jedząc mięsa, odeszło dużo lekkich acz uciążliwych dolegliwości) a jednocześnie wpierdzielam ciastka i czipsy (przysięgam, chipsy tylko na imprezach jem). Ma rację, bo jeśli mówię już o zdrowiu to jedzenie słodyczy (może poza gorzką czekoladą) nie ma żadnego dobrego wpływu na nasz organizm,
A skoro mowa o jedzeniu, to P wyjechał na połów dorsza. Hehe, niczym mężczyzna idący na polowanie. I tak sobie żyjemy, ja ze swoimi warzywkami, on zawalający mi szuflady w zamrażarce ubitym świniakiem od rodziny, ja z buddyjskim "nie zabijaj żadnej żyjącej istoty", on jadący  z kolegami nad morze z centrum Polski po to, żeby połowić dorsza. Ale mimo nawet takich różnic udaje nam się dogadać.

No dobra, czas kończyć te niewiele wnoszące przemyślenia. Włączę sobie trzeci odcinek "House of cards" który dopiero odkryłam i pójdę spać. Jutro chcę być dużo wcześniej w pracy, żeby na spokojnie nadrobić zaległości.

Dobranoc
K

3 komentarze:

  1. nawet nie wiesz jak ja marzę o takim jednym chociaż dniu samej w domu ( kota już nie mam, pies jest od niedawna i jego nie musiałabym eksmitować na parę dni)...u mnie podobnie, ja nie jem mięsa czerwonego i wszystkim domownikom robię wykład, że jedzenie zwierząt jest niehumanitarne, niezdrowe, a oni i tak jedzą, mam nadzieję, że dzieci kiedyś zmądrzeją, bo na męża to raczej nie mam co liczyć, pozdrawiam, wypoczywaj i smacznej herbatki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie jem mięsa, chociaż nie ze względów zdrowotnych. Ale zdarza mi się wspominać, że to zdrowsze i nikt mi nigdy nie wypomniał, że mięsa nie jem, a słodycze wchłaniam bez opamiętania :D W sumie, lepiej jeść same słodycze bez mięsa, niż mięso i słodycze :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem, serdecznie zapraszam do siebie :) http://nieosiagalnaperfekcja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń