poniedziałek, 24 listopada 2014

Inicjały zbrodni- czyli powrót Herkulesa Poirot

Kiedy na kilka tygodni przed premierą "Inicjałów zbrodni" przeczytałam o powrocie Herkulesa Poirot powiedziałam, że marzenia się jednak spełniają. Poirot jest moim ulubionym bohaterem którego poznałam na kartach powieści. Kocham go w literaturze, filmach (z Peterem Ustinovem) i serialu (z Davidem Suchetem). Płakałam oglądając "Kurtynę" i z uporem maniaka powracałam do wcześniejszych odcinków serialu lub do książek.
W końcu nadszedł TEN DZIEŃ, kupiłam nową powieść o Małym Belgu wracając z delegacji, na dworcu centralnym w Warszawie i zaczęłam czytać w drodze do Łodzi (całe 2,5 godziny),

Skończyłam po kilku trasach dom-praca i niestety pozostał pewien niedosyt. Szkoda że pozwolono Poirotowi zmartwychwstać, ale zrobiono z niego Zombie.
Ciągle mówi o szarych komórkach które używa, ale nie udało się autorce (Sophie Hannah) oddać inteligencji detektywa, raczej zrobiła z niego przemądrzałego pomagiera, ponieważ na pierwszy plan wysunął się detektyw Catchpool. No właśnie: brakuje Hastingsa, Jappa i panny Lemon, oczywiście akcja toczy się w czasach sprzed historii w Styles, więc przyjaciół Poirota brak, ale po prostu  całkowicie utracony został klimat twórczości Christie.
Nie będę jednak za dużo zdradzała: ot cztery ciała znaleziono w hotelu.
Jednak cała intryga nie umywa się nawet do najsłabszych poprzedników. Ot, kryminał jakich wiele. Jeśli ktoś nie jest Poirotomaniakiem, zdecydowanie nie warto sięgać.
Natomiast ja nie żałuję czasu ani pieniędzy przeznaczonych na tę książkę: pozwoliła mi zrozumieć, że należy pozwolić Poirotowi odejść raz na zawsze. Tak wiec szukam teraz innego wciągającego kryminału. Ktoś coś poleca? Ja od siebie polecam "The Killing" amerykańską wersję (oryginalną mam do przeczytania więc nie oglądam specjalnie serialu).

sobota, 15 listopada 2014

Nowe książki w mojej biblioteczce

Wiem, że miałam nie kupować nowych książek dopóki nie przeczytam tych które rozpoczęłam i odłożyłam. Nie mogłam sobie jednak odmówić kilku jako prezentu urodzinowo-imieninowego (zrobiłam sobie go sama)



ZNISZCZ TEN DZIENNIK ma nauczyć mnie kreatywności, póki co świetnie się bawimy z małą K skacząc po nim i chlapiąc go kawą, widzę jednak że dużo nauki jeszcze przede mną, w destrukcji jestem bardzo zachowawcza i boję się przekroczyć jej granice, które przecież nie są tu wyznaczone.

ZAMIEŃ CHEMIĘ NA JEDZENIE- NOWE PRZEPISY- pierwsza częśc otworzyła mi oczy i trochę zmieniła moje nawyki żywieniowe. Tą jestem lekko zawiedziona, może dlatego, że właśnie "dojrzałam" do wegetarianizmu, a tutaj jest dużo przepisów na potrawy mięsne? I chyba nie uważam, żeby nutella domowego wyrobu była zdrowa.

ORIANA FALLACI PORTRET KOBIETY- ta kobieta niezmiennie mnie fascynuje, lubię takie osoby, które mają własne zdanie. Podobało mi się, kiedy odmówiła noszenia szmaty na głowie podczas wywiadu z Chomeinim. Teraz krytykuje się ją za "islamofobię":. Do cholery, ja też jestem islamofobką, boję się fanatyków islamskich, a patrząc na sytuację z kalifatami mój strach jest usprawiedliwiony, ale to już jest temat na inny wpis.

SZEFOWA- NAJSEKSOWNIEJSZY PREZES ŚWIATA- podtytuł mi się nie podoba. Co ma seksualność do bycia prezesem? Ale książkę zakupioną wczoraj już czytam. Lubię takie motywujące opowieści w stylu od bucybuta do milionera. Tutaj od punkówy freeganki do założycielki  i prezeski firmy wartej 100 mln dolarów. A wszystko to dzięki pracy, która jest pasją. Zazdroszczę tej pasji.

GRZECZNE DZIEWCZYNKI NIE DOSTAJĄ TEGO CZEGO CHCĄ- Kolejna pozycja z tego cyklu. Obawiam się jednak, że to już odcinanie kuponów od sławy poprzednich. Zobaczymy.

PORADNIK DLA AMBITNYCH KOBIET- JAK ZROBIĆ KARIERĘ- Miała dobre recenzje to kupiłam. Po prostu raz na jakiś czas muszę przeczytać taki poradnik. Zobaczymy jak ten wypadnie na tle tych które już czytałam

Mam nadzieję, ze to moje ostatnie zakupy przed świętami. Liczę na to, że Mikołaj wsunie mi inne wymarzone książki pod choinkę.

Jakie książki lubicie czytać? Lubicie poradniki? Ja kiedyś nie lubiłam, aż pojawił się jeden który bardzo mi pomógł. Tak więc teraz czasami po nie sięgam.

Pozdrawiam
K.

wtorek, 11 listopada 2014

30-dniowe wyzwanie z jogą

Rozleniwiłam się, nie potrafię się porządnie zmobilizować do ćwiczeń w domu, ale postanowiłam zacząć 30-dniowe wyzwanie z jogą.
Na kanale DoYouYoga przygotowany jest miesięczny zestaw ćwiczeń, są one krótkie i łatwe (ok.20 min). Zobaczymy jak zmieni się ciało w tak krótkim czasie i przy niewielkim wkładzie pracy.
Oto link do filmów 30-Day Yoga Challenge with Erin Motz

Ja zaczynam o 19.00.

Pozdrawiam
K.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Projekt: koniec z bylejakością

W zeszłym tygodniu byłam na pierwszej wywiadówce szkolnej swojego dziecka (kolejny kamień milowy mojego macierzyństwa). Oczywiście wszystko jest w porządku, pani nauczycielka powiedziała kilka rzeczy w ten sposób abym mogła pękać z dumy, przedstawiła też delikatnie swoje zdanie dotyczące tego nad czym trzeba popracować: niedokładność (ot, szybko, żeby zaliczyć) i nie zgłaszanie się (wiem, ale nie powiem).  To taki typ szkolnego "planktonu", tylko że jeszcze jest czas aby to zmienić, bo to jest takie cholerne lenistwo i nie dawanie 100% z siebie, w sytuacji kiedy już nie trzeba wkładać w to wiele pracy. Czułam jakby mówiła o mnie.
Z małą K już nad tym pracujemy, lekcje są odrabiane przy biurku, a nie w przelocie na kolanie, zachęcam ją do zgłaszania się jeśli zna odpowiedź, mam nadzieję, ze to robi, jest to jeszcze czas kiedy dzieciom zależy na uznaniu Pani A (która jest cudowną nauczycielką z misją). Tak więc może jest szansa, aby mała K nie stała się życiowym planktonem jak ja,
Cóż, może blog nie powinien być miejscem na tanią auto-psychoanalizę, ale muszę się przyznać: mam na imię Katarzyna, mam 34 lata i całe życie dryfuję po bezdrożach bylejakości (czy można dryfować po bezdrożach?). Nie daję z siebie 100%, nie daję chyba nawet połowy tego co powinnam, liczy się tylko zaliczenie, wykonanie zadania, a nie jego jakość. Nawet  w pracy wiem, że muszę być sprawdzana: ja nie widzę krzywych linii, kilku czcionek w jednym dokumencie, tak jakby przestały mi przeszkadzać i nie zwracam na nie uwagi. 
Rozmowę z nauczycielką odebrałam jako lekcję dla siebie, przez tyle lat nie trafiały do mnie uwagi ludzi: w pracy, że muszę popracować nad jakością dokumentacji, w domu, że powinnam bardziej o siebie dbać (P nie znosi jak mam źle zrobione paznokcie albo nie ułożone, przyklapnięte włosy, a mama całe życie chociaż bardzo delikatnie zwraca mi uwagę na bałagan).
Najlepiej uczyć dzieci przykładem, tak więc niech to będzie mój projekt KONIEC Z BYLEJAKOŚCIĄ. Zaraz wstanę, szybko zmyję odpryśnięty lakier i pomaluję paznokcie na nowo, poprawię włosy, ogarnę szybko mieszkanie (przecież nie muszę od razu robić generalnych porządków, ale na ogół nie robię prawie nic), tak abym miała wolne kiedy wrócimy z kina (dziś idę na randkę z mała K- taki nasz babski rytuał). Metoda małych kroków zawsze się sprawdza, nie wierzę w nagłe zrywy, muszę powoli wypracować w sobie nawyk. Niestety latami pracowałam nad tymi złymi i być może nawet lata zajmie mi ich całkowita zmiana. Jestem na to gotowa. najważniejsze to podjąć wyzwanie.

PS. skoro mowa o nawykach i zrywach: czy tylko ja nie wierzę, że uczestnikom Perfekcyjnej Pani Domu nie udaje się utrzymać swoich domów w czystości? Ileż to razy wysprzątałam całe mieszkanie pod test białej rękawiczki, a za 3 dni był już ogólny bałagan (może tylko kurzu mniej). Tak sobie... dywaguję...


Kto jest leniem tak jak ja?  A kto daje z siebie minimum 100%? Tych drugich proszę o porady:-)
Pozdrawiam
K

niedziela, 2 listopada 2014

Powroty bywają trudne

Przerwy jednak nie są dobre, z dnia na dzień coraz trudniej zmobilizować się do powrotu.
Nie było mnie tu długo, ale absolutnie nie chodziło o brak weny twórczej, wręcz przeciwnie, głowę miałam pełną pomysłów, zdecydowanie powinnam mieć pod ręką zawsze notes i zapisywać zdania które tworzyły mi się w myślach nierzadko tworząc gotowy tekst.
A oto główne przyczyny mojej nieobecności i kilka pomysłów, które przemknęły mi przez głowę i do których może wrócę.

1. Postanowiłam w życiu nie robić już rzeczy "na odwal", a za taki uważałam trochę ten blog. Tak więc kombinowałam ze zmianą szablonu, mimo to wciąż nie jestem zadowolona, nie jestem jednak chyba w stanie sama zrobić niczego lepszego. Moja kreatywność jest zerowa i chyba warto skorzystać z profesjonalnej pomocy. Tak więc moje pytanie: czy znacie kogoś kto niedrogo wymyśli mi i zrobi ładny szablon? Chyba że same jesteście w stanie to zrobić? Jeśli tak to napiszcie wiadomość na jasodhara6@gmail.com

2. Myślałam nad zmianą tytułu bloga, pierwotnym jego zamysłem było motywowanie i inspirowanie kobiet, ale wydaje mi się, że nie jestem kompetentną osobą, sama ciągle szukam motywacji i inspiracji, w natłoku zajęć chcę żyć pięknie, chcę być dobrą matką te kilka godzin dziennie, które spędzam z dzieckiem (to chyba problem wszystkich pracujących mam), chcę ciągle mieć marzenia a nie tylko cele.

3.Jestem taką świnką, że nawet nie podałam na blogu mojego maila do kontaktu. Poprawię się, obiecuję. Nie ma mnie też na portalach społecznościowych, ale wybaczcie, do facebooka musiałabym się zmuszać. Już chyba prędzej instagram. Mimo, że nie mam artystycznego zacięcia to przemawia do mnie porozumiewanie się obrazami. Pomyślę.

4. Wymówka nr 1 każdego z nas: brak czasu. W pracy mam taki natłok, czasem sukcesy, czasem porażki, a te skutecznie mnie dołują. W dodatku firma jest w trakcie przejęcia, dostałam nawet propozycję pracy w innej firmie, niestety w innym mieście. Wiązałoby to się z wyższymi zarobkami, ale odejmując koszty dojazdów, wcale nie byłaby to taka rewelacja żeby przypłacać to zdrowiem. Spędzanie w pociągu 4-5 godzin dziennie wykończyłoby mnie. Może kiedyś rozwinę rozmyślania na ten temat.

5. Podróże, niestety tylko służbowe. Podczas nich zwiedzam głównie lotniska. Najczęściej jestem na lotnisku w Zurychu, tam też przyszedł mi do głowy pomysł na nowy wpis (który oczywiście nie powstał do tej pory) o konflikcie Bóg a Wolność (jeśli takowy istnieje), a to wszystko po obserwacji masy muzułmańskich kobiet na tym lotnisku, zakrytych od głowy po stopy, jedna nawet miała na twarzy coś w rodzaju kagańca, metalowe (kto wie, może było to czyste złoto?) coś w rodzaju wielkich wąsów zakrywające usta. No kur...a to zwykły kaganiec i nikt niech mi nie gada o ich "kulturze". Jednocześnie te kobiety były główna klientelą najdroższych butików lotniska, naprawdę robiły ogromne zakupy nie spoglądając na ceny. Ale ja z szłam z podniesioną głową i pewnością, nie zamieniłabym się z nimi na jeden dzień noszenia kagańca nawet w zamian za cały asortyment z butiku Gucci.

6. Odnośnie konfliktu Religia a Wolność ( w moim przypadku nie mogę napisać Bóg bo jestem buddystką), mam problem z tymi poglądami odnośnie Islamu zwłaszcza w obliczu zagrożenia ze strony ISIS chcę zrobić na sobie mały eksperyment- odetnę się od identyfikowania jako "socjaldemokratka", "feministka", "buddystka", nie będę się identyfikowała z żadną grupą, chcę zobaczyć jak wpłynie to na moje poglądy. Bo jako buddystka źle się czuję nie współczując muzułmanom obcinającym głowy niewiernym, mam ochotę strzelać do nich z wieprzowych kotletów. Feminizm jest dla mnie najszerszym pojęciem i tutaj nie podziewam się radykalnych zmian, chyba nie zacznę za gwałt oskarżać ofiar, jakby tak się stało to sama zastrzelę się kotletem. A co do poglądów politycznych- jako były członek SLD mam słabość do tej formacji, tylko że dziś nie wiem jaka jest ta partia, jaki ma program i pomysły nawet na swoją dalszą pracę jako opozycja. "Lewak" jest pojęciem pejoratywnym kojarzącym się z homoseksualistami, ekologami, oszołomami wszelkiej maści. A ja jestem zwolenniczką państwa opiekuńczego, ale nie rozdającego publiczne pieniądze, z poglądem że jesteśmy równi ale różni, a granicą wolności jest tylko krzywda drugiej osoby. Dziś nie widzę polityków na których mogłabym głosować, uważam że wszyscy traktują nas jak idiotów, a kampania wygląda jak wysyp celebrytów, infantylne hasła, zero informacji o kandydacie: na czym się zna, co jego wniesie jego obecność w życiu politycznym, TRAGEDIA

7. Odnośnie "zielonych lewaków" napiszę Wam może kiedyś dlaczego nie jestem "zielona". Pracuję w branży, która jest na celowniku "ekologów", ale widzę też jak bezpodstawne są ich argumenty, zresztą rzadko są one merytoryczne, ja widzę tylko bandę ludzi, których celem jest blokowanie wszelkich inwestycji, nawet w rejonach szalonego bezrobocia. Wstyd. Na szczęście odpowiednia wpłata na "cele statutowe" czyni cuda.

7. Mam do zrecenzowania kilka fajnych książek- m.in nową książkę o Herkulesie Poirot, chociaż może zrobię to tutaj- Poirot miał zmartwychwstać, a powrócił jako zombie,. Szkoda.

Kończę, wkrótce znowu się odezwę. Pozdrawiam gorąco.
K.