poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Wakacyjne wspomnienia

Niestety mój urlop skończył się już dawno, długo wyczekiwany trzydniowy weekend również (teraz czekam do listopada na kolejne dodatkowe dni wolne). Niestety po powrocie z urlopu wpadliśmy w wir pracy zawodowej, ale też domowej - małe zmiany w kuchni, długo wyczekiwany remont balkonu i duże zmiany w pokoju mojej małej uczennicy (Mała K idzie do szkoły). Ale zawsze można powspominać udany wypoczynek:

Byliśmy w Świnoujściu, już trzeci raz (w zeszłym roku zdradziliśmy tą miejscowość na rzecz Chorwacji). Przyciąga nas tam bardzo szeroka i czysta plaża (słusznie zajmuje 1 miejsce w rankingach). Pogoda była dla mnie idealna, 20-kilka stopni, więc dało się spokojnie wytrzymać na plaży, a nawet opalić stosując filtr 30.


Wieczorami wracaliśmy na plażę i długo spacerowaliśmy. Cellulit na pośladkach zniknął, a po powrocie bardzo mi tego spacerowania brakowało, odczuwałam niedobór ruchu, a w moim przypadku to bardzo dobry i motywujący objaw. Niestety przez ten cały remont nie miałam w domu kawałka wolnej podłogi żeby ćwiczyć (ach, królowa wymówek)

W deszczowy dzień wybraliśmy się w dwugodzinna podróż do Oceanarium w Stralsung. Bardzo fajne miejsce, powinno spodobać się dzieciom (ale moja Kasia narzekała i mówiła że nudy, jest jednak w tym wieku kiedy narzeka się już na wszystko)




Prognozy na kolejny dzień też nie były obiecujące dlatego pojechaliśmy na latarnię morską i do fortu Gerharda, gdzie wzięliśmy udział w fajnej zabawie - bowiem "zwiedzanie" fortu miało charakter przeszkolenia wojskowego. Cała grupa musiała przejść bardzo ciemnym korytarzem, tak ciemnym że nie widać było własnej ręki. Moja Kasia skwitowała to stwierdzeniem "szłam i myślałam, ze mam  zamknięte oczy, dotknęłam ich a one były otwarte". Tak więc nie polecam tylko osobom które mają klaustrofobię.

Tego samego dnia, wieczorem zdecydowaliśmy się na rejs statkiem pirackim. Tam było nudno, takie pływanie bez sensu, w dodatku "piraci" naciągali na głupoty, mimo że sam rejs tez tani nie był. Ale taki jest urok wakacyjnych atrakcji.

A poza tym błogie lenistwo i czytanie książek.

Niestety widać już powoli koniec lata, w sklepach pojawiają się jesienne kolekcje, co trochę mnie dołuje. W pracy szykuje mi się ciężki okres, pewnie nie obędzie się bez wielu stresów, poza tym zaczyna się szkoła, zajęcia dodatkowe ( w tym roku stawiam na dodatkowe zajęcia sportowe z uwagi na to, że moja córka jest dość..."duża"). Zobaczymy jak uda nam się pogodzić wszystkie obowiązki. W każdym razie jestem gotowa.

Pozdrawiam
K.

3 komentarze:

  1. gotowa znaczy się jest na plus :) wypoczynek, a teraz zmagania i zmagania, pocieszę Cię, że nie jesteś jedyna :) moje życie stanęło ostatnio do góry nogami, od dwóch tygodni mam adoptowaną córeczkę :D mimo wszystkich trudów i zmian, braku czasu na cokolwiek, porzuceniu także aktywności fizycznej, jestem dobrej myśli :) a takie małe i większe remonty w domu są świetną okazją do uporządkowania sobie życia. ja, gdy czuję taką potrzebę, zwykle zaczynam od szaf :) nie da się odczuwać spokoju i harmonii, kiedy rzeczy w szufladach żyją własnym życiem, prawda? :) pozdrawiam ciepło i życzę możliwie bezbolesnego powrotu do codzienności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, adoptowana córeczka :-) gratuluję. A troski i wszystkie problemy które napotykasz teraz dotyczą też każdej biologicznej matki, także trzymam kciuki,. I cieszę się szczęściem Twojego dziecka, ze ma rodzinę. PS.zgadzam się też co do porządków w szafie :-) Pozdrawiam

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia, zazdroszczę wspaniałych wakacji, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń