wtorek, 8 lipca 2014

"Jabłoń w ogrodzie, jesień jest blisko" czyli wspominanie Małgorzaty Braunek

"Jabłoń w ogrodzie, morze jest blisko" w zasadzie miało się znaleźć w zbiorczej recenzji książek, które ostatnio przeczytałam. Jednak  śmierć Małgorzaty Braunek  sprawiła, że chciałam napisać o niej krótki, oddzielny post.


Uważam, że nie umiem pisać dobrych recenzji, nie potrafię streścić fabuły tak aby nie zdradzić najważniejszych wątków które powinny zaskoczyć czytelnika, staram się wiec na ogół mówić czy książka mnie osobiście się podobała i dlaczego lub co mi się nie podobało. Tą książkę trudno streścić, to bardziej wywiad - rzeka który przeprowadzał z Małgorzatą Braunek jej przyjaciel Artur Cieślar. I tak na kartach książki wyłania się przed nami obraz dziecka, zbuntowanej i chronicznie zakochującej się nastolatki, utalentowanej aktorki, żony (wielokrotnej), matki, osoby poszukującej swojej ścieżki duchowej i takiej która w końcu ją znalazła w buddyzmie zen, mistrzyni (Roshi) zen, jak również po wielu latach ponownie aktorki.

Powiem szczerze, moja ocena tej pozycji na pewno będzie lekko nieobiektywna. Miałam wielką słabość do pani Braunek i po prostu chłonęłam jej słowa z zachwytem. Na pewno sposób jej myślenia bliższy jest osobom, które w życiu wybrały podobną ścieżkę duchową, wiecie, ze jestem buddystką (staram się być, to bardzo ciężka praca) tak więc po części odbieram ten tekst jako wykład, chociaż nie znajdziecie tam ani grama agitacji. Ale prawda jest taka, że te wszystkie słowa mają uniwersalną wartość, niezależnie kim jesteście myślę, że będziecie mieli prawdziwą przyjemność z czytania ich. Tak więc gorąco polecam.

Zmarła kobieta, która na zawsze wpisała się w historię sztuki filmowej, zmarła żona i matka, zmarła nauczycielka swojej sanghi.  Nie będę udawała, że widziałam wszystkie jej filmy, właściwie pamiętam tylko "Potop", "Lalka" z jej podobno genialną kreacją już na mnie czeka, ale powiem Wam, ze mam do siebie o coś żal: już chyba 2 czy 3 lata temu wybierałam się na wykład lub medytację do Małgorzaty Braunek, nie dlatego, ze była znaną aktorką, ale dlatego, że odpowiadała mi jej wizja buddyzmu, poza tym chciałam chyba też trochę uczyć się od kobiety. Oczywiście nigdzie się nie wybrałam,( za daleko miałam do Warszawy?)  jak zwykle znalazłam sto wymówek, przecież miałam czas. To była po prostu jedna z wilu szans jakich nie wykorzystałam w życiu.

Pozdrawiam
Kasia.

1 komentarz:

  1. podziwiałam ją ale nie jako aktorkę, ale głównie jako wegetariankę i osobę zaangażowaną w obronę zwierząt i oczywiście osobę wyznającą buddyzm, który mnie fascynuje. To nie był jeszcze jej czas...

    OdpowiedzUsuń