piątek, 13 czerwca 2014

Sumienie, a sprawa kobieca

Boli mnie to, że kobiety traktuje się jak idiotki. Uwierzcie mi, nigdy osobiście idiotki nie spotkałam.  Znam kobiety o różnych światopoglądach, ale przecież nie głupie.
Więc dlaczego się nas tak traktuje? Czasem warto było reagować, ale myślę że przyszedł najwyższy czas żebyśmy mówiły same za siebie i stanowiły o naszej godności czy zdrowiu.
Kiedy kilka tygodni temu Maleńczuk wypowiadał się, że kobiety nie powinny właściwie wychodzić z kuchni, że ich miejsce to dom, kuchnia przy garach i dzieciach nie warto było reagować. Ot, osobista idiotyczna wypowiedź człowieka który żadnym autorytetem nie jest. Dla mnie nigdy nie reprezentował moralnie czy artystycznie wiele, a sam wygląda tak jakby nie dojadał, więc może dlatego tak o tej kuchni się rozgadał.
Kiedy miesiąc temu Korwin Mikke gadał już większe głupoty – o tym, że kobiety są mniej inteligentne od mężczyzn i nie powinny mieć prawa do głosowania to należało tylko przewrócić oczami z politowaniem i może zaproponować ogólnonarodowy test inteligencji aby na nowo przyznać prawa wyborcze tym którzy mieszczą się w odpowiednich normach IQ. Kiedy sepleniąc się i śliniąc jak zawsze zaczął już uważać się za autorytet w dziedzinie psychologii i seksuologii twierdząc, że kobiety zawsze się „troszkę gwałci” bo przecież zawsze się trochę opierają robiło się już niesmacznie, ot, starszy pan, od lat próbujący bezskutecznie dostać się do polityki wygaduje bzdury, których nikt oprócz innych zboków nie traktuje serio.
Niestety oblechowi udało się do polityki dostać, pozostaje mieć nadzieję, że tylko ze względu na poglądy gospodarcze, bo ludzie mają prawo w obecnej sytuacji czuć się biedni i mają prawo mieć nadzieję na lepsze jutro jeśli znajdzie się ktoś kto je obieca.
Ale nagle pojawia się klauzula sumienia…. I jej konsekwencje…

Rozumiem sumienie kobiet  tych które urodzą dziecko z gwałtu. Jeśli znajda w sobie tyle siły a może i miłości to wspaniale. Ale rozumiem też te kobiety, które się na ten krok nie zdecydują, to ten rodzaj bohaterstwa, a może poświęcenia którego nie powinno się od nich wymagać
Pamiętam jak zwolennicy pro life w dyskusji z tzw „aborcjonistami” (co to w ogóle za słowo?)  mówili, żeby w takiej sytuacji kobieta była inkubatorem dla tego dziecka.  Co się dzieje do cholery? Nie ma już płodów bo od momentu poczęcia jest dziecko, ok niech i tak będzie, jest życie poczęte nienarodzone (?), jest stan błogosławiony a nie ciąża, tylko nagle kobiet nie ma? Są inkubatory? Żywe maszynki? Odczłowieczone głupie istoty –donoś dziecko, urodź siłami natury, najlepiej bez znieczulenia a potem „przecież można oddać”. Tak, po porodzie Ty ciągle jesteś przedmiotem, tak jak i to dziecko, które teraz już nikogo nie obchodzi.

I tak Terlikowski ma materiał na piękny artykuł- oto 11 latka została zgwałcona przez kuzynów w wyniku czego zaszła w ciążę. No ale przecież lepiej żeby ciąży nie usuwać, bo do końca życia psychicznie sobie z tym nie poradzi. I znów tyrady o dziecku w łonie dziecka – oj co ja piszę, wszak to nie łono, absolutnie nie macica, wszyscy wiedzą, że dziecko nosi się pod sercem. Cała społeczna dyskusja o 11 latce – powinna urodzić czy nie? Powinna skorzystać z obowiązującego prawa czy nie? Czemu nie ma tak gorącej dyskusji o tym, żeby 14 i 15 latkowie nie gwałcili swoich kuzynek? Czemu przy takich okazjach mówi się o ofierze, a nie katach? Czemu przy takich tragediach nie nagłaśnia się historii sprawców? Czemu nie ma krzykliwych artykułów o tym, ze gwałt jest zły, jak wpływa na psychikę kobiety, dziecka? Wszak to również grzech (seks przedmałżeński u pary, która zamieszkuje razem przed ślubem może nie być rozgrzeszony, a gwałt? Jaka jest pokuta za gwałt?). Ci którzy modlą się tu za poczęte dziecko niech lepiej modlą się za jego matkę, aby dostała wszelką niezbędną pomoc medyczną, psychologiczną, żeby niezależnie od decyzji swojej i jej rodziny udało jej się z traumą i konsekwencjami gwałtu poradzić.

A oto kobieta, która ma urodzić dziecko bez szans na przeżycie, dziecko bez czaszki. Ma prawo do legalnej aborcji. Nikt nie powie mi, że to „aborcjonistka”, bo gdyby tej ciąży nie chciała to usunęłaby ją nawet nielegalnie na samym początku. Ale kobieta czuje już ruchy dziecka, które ma być przecież piękne, zdrowe i różowe, no wypisz, wymaluj jak  z reklamy. I nagle diagnoza która zwala z nóg. Kobieta ma tu prawo do dwóch decyzji i obie powinny być szanowane. Ale decyzji tej kobiety nie uszanowano wcale. Ot profesor- dyrektor szpitala objął swoją klauzulą sumienia całą placówkę której był szefem. Lawirował, ąz minął termin w którym zabieg aborcji można przeprowadzić. Oczywiście do tego dochodzą inne aspekty, te będą badane przez prokuraturę – profesor nie wskazał innej placówki, w której decyzja kobiety mogła być uszanowana. Bo wszak chodzi tu nie tylko o to kto jakie ma sumienie ale o to, że potraktowano ją jak idiotkę, jak obywatela innej kategorii, po prostu pozbawiono ją praw. Ubezwłasnowolnili ją.
Możemy się zastanawiać, każdy we własnym sumieniu co by zrobił na jej miejscu, w telewizji były gorące dyskusje, tylko nie usłyszałam jednego- czy płód/ dziecko rozwijające się w MACICY matki bez czaszki cierpi? Czy i jaki ból czuje kiedy jego głowa rośnie w nienormalnym tempie? Czy warto skazywać je na kilka miesięcy takiego „życia”? Być może matka w odruchu największej miłości a nie egoizmu chce to cierpienie skrócić? Ma prawo skrócić je dziecku i sobie.

W dwóch powyższych przypadkach choć tragiczne, kobieta ma wybór, który zawsze, niezależnie od tego jaki by nie był musi być uszanowany przez wszystkie środowiska. Niestety często jest tak że na szacunek zasługuje tylko dziecko, tym większy im bliżej jest fazy zygoty. Wszystkim tym którzy namawiają do urodzenia i do oddania do adopcji zadam pytanie: jak wiele dzieci adoptowałeś? Nie można przecież zakładać, że przecież najdzie się ktoś kto pokocha np. to nieuleczalnie chore dziecko, z którym być może nie ma kontaktu, nie ma szans na jakiekolwiek postępy w rozwoju. Czemu zakładasz że jest na świecie ktoś, czemu to nie Ty?

Ale jest trzeci przypadek- kiedy ciąża zagraża życiu matki. Przykro mi, ale nigdy nie zrozumiem, tej heroicznej postawy życie za życie. Wiem, że to cierpienie musieć się ratować kosztem zdrowego dziecka. Ale nasze życie też ma sens, też jesteśmy dla kogoś ważne. Co to za bohaterstwo wydać na świat dziecko i je od razu zostawić? A ono będzie żyło z poczuciem że odebrało życie matce – bo kiedyś znajdzie się życzliwy który tą wiadomość przekaże. Zdziwiło mnie kiedyś zdanie wypowiedziane przez pracownika szpitala w którym przy porodzie zmarła albo matka, albo dziecko (nie pamiętam) – brzmiało ono mniej więcej tak „nie wiedzieliśmy kogo ratować: dziecko czy matkę”. Naprawdę? Nie wiedzieliście? Tragedia.

Trzy opisane powyżej przypadki dotyczą legalnych możliwości przerwania ciąży. Są środowiska, które uważają, że to za mało, że bo powinna być możliwa jeszcze aborcja ze względów społecznych. Inne uważają, że to stanowczo za dużo, że aborcja powinna być zakazana w każdym przypadku (czyli w jednym byłoby to skazywanie kobiet na śmierć).
Zwolennicy tej drugiej opcji nazwaliby mnie „aborcjonistką”, tak uważam, ze w niektórych sytuacjach „społecznych” również powinna być możliwość wykonania legalnego zabiegu, bo one są wykonywane, tylko trzeba mieć pieniądze. Czyli kto traci? Tu ofiarami systemu są zawsze najbiedniejsze kobiety. Ale mamy prawo jakie mamy i wygląda na to, że już przestało być ono kompromisem, więc należy ze wszelkich sił go bronić, bo jest to obrona naszych praw. Przecież nikt nie zmusza do aborcji kobiety zgwałconej, daje jej jedynie prawo. Chciałabym, żeby świat był tak pięknym miejscem, żeby prawo do aborcji było martwe, z całego serca chciałabym aby każde dziecko na świecie było chciane i kochane. Może o to należy się modlić? Zabieg nie powinien być metodą antykoncepcji, ale skąd mamy brać antykoncepcję kiedy klauzula sumienia obejmuje również to? I nie przekonują mnie argumenty, że metoda antykoncepcji powinna być wstrzemięźliwość. Czy to się komuś podoba czy nie ludzie (w tym oczywiście kobiety) są istotami seksualnymi, mają potrzeby seksualne nie tylko w celach prokreacyjnych. To nasza ludzka natura.  To oczywiście niektórym kojarzyć by się mogło z hedonizmem, ale w takim razie co z kobietą z malej miejscowości, bez dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, której mąż wracając wieczorem pijany do domu musi dać upust swojej chuci (a przecież prezerwatywy nie założy). Co z nią, praktycznie gwałconą w domu? Kto uzna jej prawo do aborcji dziecka poczętego z gwałtu w świętym małżeństwie? Ani aborcji, ani antykoncepcji bo lekarz ma sumienie, poza tym on przecież wie co dla kobiety najlepsze, wszak jest lekarzem, z dyplomem, kimże Ty jesteś kobieto aby podważać jego autorytet?

Pozdrawiam nas wszystkie niezależnie od poglądów. Szanujmy nasze decyzje i siebie nawzajem, ale przede wszystkim brońmy swoich praw.

2 komentarze:

  1. odniosę się tylko do poruszanej przez Ciebie na wstępie inteligencji kobiet. nie istnieje dla mnie coś takiego w ogóle jak inteligencja kobiet, mężczyzn, dzieci, nauczycieli, lekarzy, szamanów.. każda jednostka ma ją inną, bronię się przed uogólnianiem. faktycznie jest to dość wkurzające, kiedy stanie jakiś łoś i powie sobie głośno jakiś bzdurny sąd na tego typu temat. naprawdę.. osioł. nic tylko posypać owsa. nie powinnyśmy i nie powinniśmy też zwracać na takich uwagi, jednak kiedy takie zdania głoszoną są w mediach i to przez czyiś tam idoli.. pewnie w niejednym, szczególnie młodym, umyśle zasieją jakieś ziarnko.
    osobiście znam kobietę - idiotkę. serio. nie mówię o poglądach, zupełnie nie (tych tu raczej brak ;) jest zwyczajnie idiotką i mam kilka co najmniej zabawnych historii, które mogą dać tego obraz :) taka sytuacja - idzie do pociągu, podchodzi do koleżanki, pyta co słychać. ta jej odpowiada, że dostała pracę w starostwie. na co nasza bohaterka odpowiada "jejj.. to ciężko tak, cooo.. tymi staruszkami się opiekować" ;) albo, gdy dostała list i nie wiedziała od kogo. sugeruję jej "zerknij na stempel", patrzy.. czyta głośno "USA" i komentuje usatysfakcjonowana "aaa... to Niemcy" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym mieć taką koleżankę o której piszesz, byłoby chociaż wesoło:-) Idiotki które mam jednak na myśli bardziej kojarzą mi się nawet z osobą, która nie myśli samodzielnie niż z taką która cechuje się ogromną niewiedzą czy naiwnością. Kobiety jakie znam, jakimi się otaczam są ciekawe i mają własne zdanie, ale nasze rozmowy też czasem wyglądają komicznie, nie zawsze są "ą, ę" ale zdecydowanie na lepszym poziomie niż rozmowy naszych politycznych Elit ze słynnych już taśm.

      Usuń