środa, 18 czerwca 2014

Czy kobiety nie pracujące "siedzą w domu"?





Pytanie do kobiet „siedzących w domu” z dziećmi w wieku 0 -6 lat: czy macie czas a jeśli tak to ile na siedzenie? No wiecie, usiąść przed telewizorem i słodko nic nie robić? Dlaczego pytam – wyjaśnię zaraz opowiadając historię mojego poniedziałkowego konfliktu w z kolegą z pracy, który rozpętał się niczym wojna kiedy stanęłam w obronie zony wspomnianego kolegi.
Dla wyjaśnienia- jestem w tej cudownej sytuacji, ze w wychowaniu dziecka mogli pomóc mi rodzice. Wróciłam do pracy tuż po urlopie macierzyńskim który wtedy trwał chyba, oz grozo 18 tygodni. Dziś myślę, że zostawiłam w domu bardzo małe dziecko i cieszę się, że inni rodzice mogą zostać z dziećmi dłużej ciesząc się urlopem macierzyńskim i rodzicielskim. Tylko, ze ja osobiście bardzo się w domu męczyłam i za pracą, kontaktami z ludźmi tez bardzo tęskniłam. Ale jak pisałam wcześniej- zostawiłam dziecko pod najlepszą na świecie opieką.
Inna sprawa- jestem zwolenniczką i gorąco namawiam kobiety aby były finansowo niezależne, tak wiec uważam że powinny pracować zawodowo, choć nie koniecznie w korporacji, ale o ile nie rozumiem kobiet paprotek, które leżą, pachną i są ozdobą swojego męża o tyle absolutnie rozumiem sytuację, w której jest małe dziecko, żłobek to abstrakcja lub po postu zdrowie nie pozwala, nie ma rodziny która mogłaby pomóc, a pracowanie aby opłacić niańkę oczywiście mija się z celem.
W mojej pracy mężczyźni to ok 85-90% załogi. Wielu z nich może sobie pozwolić, aby ich żony nie pracowały zawodowo, zajmują się domem i dziećmi, oczywiście najczęściej w sytuacji kiedy dziadkowie nie mogą pomóc. Ale tutaj musze ich pochwalić – zawsze mówią o tym nawet nie z dumą („stać mnie to zona nie pracuje”), ale raczej z podziwem i szacunkiem, że „zajmuje się” „pracuje” … w domu, z dziećmi itd., jeśli ustalili tak podział obowiązków to obie strony starają się ze swoich wywiązywać i doceniają to nawzajem. Jest jednak jeden  przypadek – kolega który z żoną zdecydował się na dwoje dzieci pod rząd, tak aby druga ciąża była podczas pierwszego macierzyńskiego- w ten sposób później zwolnienie lekarskie i kolejny macierzyński- tak to przynajmniej wygląda. Dla osób które planują więcej dzieci z mała różnica wieku to chyba dobre rozwiązanie. Tylko, gdzie myśl „co dalej”? macierzyński się kończy, dzieci w żłobku chorują na potęgę, w przedszkolu nie lepiej i tak kilka lat prawie cały rok szpital w domu, wizja powrotu do pracy staje się coraz bardziej odległa. A ojciec- zapewne szczycący się  mianem głowy tej rodziny zaczyna już narzekać, że przecież on sam zapierdalać na tą rodzinę już nie da rady, koszty są wysokie, wszystko kosztuje, no ta zona to koniecznie wrócić do pracy musi. Zwierza się chłopina zupełnie nie potrzebnie jak to mu źle, do tego żona na seks nie ma ochoty (takie rzeczy mówić w pracy?). A ostatnio rozmowa była o urlopie i oczywiście z miną cierpiętnika znów wygłosił na głos swoje największe chyba marzenie „mam nadzieję, ze to ostatni sezon kiedy moja zona siedzi w domu”. Ja z uśmiechem na twarzy i absolutnie nie strofując powiedziałam „chyba pracuje w domu? Bo dzieci dopieszczone, dom posprzątany i obiad ugotowany” dodałam jeszcze, ciągle serdecznie, ze takie mówienie, choćby nawet nie miało się nic złego na myśli jest bardzo szkodliwe, bo potem dzieci o swoich mamach mówią ‘nie pracuje, siedzi w domu” lub „moja mam nic nie robi”. A ten jak na mnie huknął, że ma serdecznie dość łapania go za słówka i że w dupie ma moją opinię. Wcięło mnie totalnie, zaczął obchodzić, ja również, ale słysząc jego ciągłe gadanie dodałam, że ja też mam w dupie jego narzekanie, sam wybrał taki model życia.
Powiem szczerze, że zastanawiałam się nad ta sytuacją, było mi trochę przykro, ale pomyślałam później, że ten chłopak stanowi w naszej pracy jednoosobową lożę szyderców- śmieje się z każdego, każdemu przypisuje mało ciekawe ksywki, bardzo nie ładnie demonstruje swoją niechęć do kościoła specjalnie tak aby osoby wierzące (ale tylko jeśli są kobietami) go słyszały. Swoją drogą poglądy ma bardziej skostniałe niż nie jeden słuchacz Radia Maryja. I wtedy sobie pomyślałam, ze miałam rację, poza tym ktoś kto nieustannie krytykuje innych powinien meic więcej samokrytycyzmu. Będę go łapała za słówka za każdym razem, bo jak wiecie sposób wypowiedzi robi ogromną różnicę w odbiorze- przykładem niech będą „polskie obozy pracy”.
Co do mojego kolegi- chciałabym żeby zamienił się miejscami ze swoją zoną na choćby dwa tygodnie, kiedy dzieci chorują- są marudne, trzeba pamiętać o lekach, posprzątać, ugotować, często czegoś brakuje a wyjść z domu nie można. Jego małżonce współczuję życia pod presją zajmowania się dziećmi i jednocześnie tego że musi iść do pracy, kto wtedy weźmie zwolnienie w przypadku kolejnej domowej infekcji? Takie kobiety niestety pracują na dwa etaty – 8 godzin zawodowo, kolejnych kilka w domu, ale przecież niektórzy panowie „pomagają przy dzieciach”. Jak można „pomagać” przy swoich dzieciach? Na szczęście dużo się zmienia i ogólnie widzę wielu wspaniałych ojców i coraz więcej młodych rodzin którzy dzielą się obowiązkami domowymi. Nie jestem zwolenniczką płacenia kobietom za zajmowanie się domem i dziećmi bo ci którzy pracują zawodowo (obie płcie) również, głównie wieczorami wykonują te same obowiązki, ale ta pracę należy szanować jak każdą inną, mimo iż nie przynosi pieniędzy do domowego budżetu.

1 komentarz: