niedziela, 2 marca 2014

Koniec karnawału

Przedostatnia sobota karnawału- w końcu poszłam na bal. Od lat mówiłam głośno o chęci udziału w takim wydarzeniu, ale raczej pozostawało to bez echa. Moim marzeniem był bal kostiumowy, ale widocznie nie można chcieć wszystkiego.
Długo szukałam odpowiedniej kreacji, niestety w długich sukienkach wyglądałam jak szeroki klocek, stanęło więc na klasycznym ołówkowym kroju- sukienka z mohito, obcisła na biodrach, w takich wyglądam chyba najkorzystniej. Strój nie spełniał moich oczekiwań, ale w porównaniu do widma błyszczącego garnituru P o którym pisałam wcześniej nie było źle.
Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam stroje innych kobiet, mogłabym przecież w ogóle nie szukać nowej sukienki, wystarczyłoby sięgnąć do tego co wisi w pracy a czasem nawet zakładam do pracy. Z drugiej strony czemu się dziwić, dziś już do teatru nikt specjalnie się nie ubiera, a osobiście znam chłopaka który na koncert do filharmonii poszedł w dresowej bluzie.

Na balu był alkohol... zrozumiałe. Dodał mi oczywiście odwagi, niestety włączył jak zwykle sarkazm i zaczęłam nauczać swojej wizji feminizmu. Wszystko to oczywiście na wesoło, ale momentami nie było mi do śmiechu kiedy musiałam odpowiadać na co najmniej dziwne pytania: "a sprzątasz?", "a gotujesz?" "ale jednak się zakochałaś?"
Matko, co to miało być? Nie chodzi mi o dziewczynę która zadawała takie pytania, była bardzo sympatyczna, ale chyba zbyt mocno uległa stereotypom.
A może to pokłosie wypowiedzi Perfekcyjnej Pani Domu, która chyba dwa lata temu twierdziła, ze za bałagan w domu odpowiedzialne są feministki, które przekonały kobiety że dbanie o dom jest nie fajne?
A tak naprawdę feminizm to pogląd uznający równość płci na polu społecznym, politycznym i ekonomicznym. Kto się z tym nie zgadza? Prawda że to nic strasznego?

A oto ja, wstrętna, brzydka feministka, nie golę nóg i palę staniki, w dodatku kolaboruję z patriarchatem osiągając orgazm z mężczyzną (czytałam o takiej wypowiedzi niemieckiej feministki, ale była chyba lesbijką).
Zaraz, zaraz, a czy ja czasem nie jestem lesbijką?
Do kogo się tam przytulam? To P, ale musiałam go wyciąć z naszego jedynego prześwietlonego zdjęcia z cyklu samojebek, bo wyszedł jeszcze gorzej niż ja.





Ostatnia sobota karnawału- miały być tańce na mieście, w końcu było kino. Poszliśmy na remake Robocopa. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, recenzje były skrajne, wiadomo Ci którzy pamiętają oryginalną wersję zawsze będą uważali ją za lepszą, znacie jakiś remake który podobał się Wam bardziej od oryginału?
Ale pomijając akcję, czy efekty specjalne które były po prostu dobre, mnie ten film urzekł bo mówi o moralności, o granicach jakie musimy sobie postawić jako ludzie, o granicy człowieczeństwa i życia jako takiego.

1 komentarz:

  1. no w końcu pokazałaś swoją twarz, ładna z ciebie kobitka ( zaraz ktoś pomyśli, że ja też jestem lesbijką...)co do strojów to powiem, że ostatnio byłam w Teatrze Wielkim i stroje były mieszane, były zwykłe sukienki ( takie na co dzień) ale były też kreacje w stylu zabawa sylwestrowa na całego ( jedna dziewczyna w sukience srebnej, niesamowicie błyszczącej, szok!) a co do feminizmu - tak przyznaję się! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń