piątek, 28 marca 2014

sexercise

Widzieliście nowy teledysk Kylie Minogue?
Podobno wzbudza wiele kontrowersji, klasyfikują jako soft porno, w komentarzach oburzeni internaucin grzmią, że "nie wypada".
Dlaczego nie wypada? Bo Kylie ma 45 lat.
Ja nie widzę w tym teledysku nic nieprzyzwoitego, owszem podtekst seksualny jest wyraxny, ale nie ma tu krzty wulgarności. Problemem jest więc sam wiek? Idę o zakład, że gdybyśmy go nie znali, widzielibyśmy tylko seksowną kobietę wyginającą się na ekranie i skaczącą na fitball-u. Nic strasznego i nic innowacyjnego, takich teledysków jest masa. Weźmy na tapetę pierwszy lepszy teledysk hiphopowego wykonawcy gdzie złoto, kasa i silikonowe biusty w skąpym bikini atakują nas dużo przed 22. Są też teledyski, gdzie nawet skromnego bikini już zabrakło i zamiast niego pojawia się tylko zamazany pasek na wysokości damskich sutków (właśnie, czemu te męskie nie są cenzurowane?).
A pamiętacie "Call on me", w którym również był wątek seksownego aerobiku?  Trzy i pół  minuty patrzenia na wyginające się kobiety, zbliżenia na tyłek, biust i spocone brzuchy. Działało na wyobraźnię, aż głupio było z facetem to oglądać. I co? Nikt nie protestował, bo na wspomnianych teledyskach wyginają się nastolatki, ewentualnie 20-latki?
A co z kobietami po trzydziestce czy czterdziestce (nie wspominając o starszych)? Im już nie wolno? Czy 45 letnia Kylie straszy cellulitem, obwisłymi piersiami czy brzuchem zmasakrowanym przez wielokrotne ciąże? Nie, jej ciało jest wciąż jędrne, piękne, jakby pozbawione wad  a i tak wzbudza niesmak.
A ja wolę Kylie niż Miley wytykającą język i wykonującą ruchy nie dające nawet złudzeń jakiejkolwiek dwuznaczności.
Kiedy byłam dzieckiem czy nastolatką też dziwnie odrażająca wydawała mi się myśl, ze ludzie w wielu moich rodziców mogą jeszcze uprawiać seks. Dziś sama jestem w tym wieku, który kiedyś uważałam, ze nadaje się już tylko na seksualną emeryturę i wiecie co? Do jasnej cholery ani myślę się na nią wybrać. Czuję się znacznie atrakcyjniejsza niż 10 lat temu, seks jest rzadszy ale fajniejszy, chociaż od 10 lat z tym samym facetem, po prostu ciało odczuwa już inaczej, lepiej, ciekawiej...
Jeżeli za 10 lat ktoś uzna moje zachowanie za nieprzyzwoite to jego zdanie wyląduje centralnie w moim nieprzyzwoitym tyłku.
Także brawo Kylie, pokaż wszystkim młodym gwiazdkom, nieudolnie wyginającym się imitując akty seksualne kiedy śpiewają o poszukiwaniu pierwszej prawdziwej miłości co to znaczy być prawdziwiwą kobietą.

czwartek, 27 marca 2014

Historia podłej kradzieży - finał

Pisałam  tutaj niedawno o niemiłej niespodziance jaka spotkała nas niecałe  2 miesiące temu, kiedy okazało się że zostaliśmy okradzeni.
Lata zaczytywania się w powieściach Agathy Christie i trenowania szarych komórek z Herkulesem Poirot nie poszły na marne, bowiem od razu wytypowałam właściwą osobę. Oczywiście trochę żartuję, po prostu kogoś podejrzewaliśmy, ale z czasem nabierałam coraz większej pewności, przeprowadzałam własne mini śledztwo, głupio przyznać, ale cała ta sytuacja trochę mnie nakręcała.
Kilka dni temu zdarzyło się coś całkiem nieoczekiwanego, złodziej przyszedł ze skruchą. Przyznał się nie tylko jej i nam ale też wcześniej policji i zdecydował na dobrowolne poddanie się karze.


Nie ma sensu opisywać tu całej sytuacji- przyczyny, konsekwencji itd. Chłopak młody, popełnił bardzo głupi błąd, ale miał na tyle honoru żeby przeprosić. Jak się uda odzyskać upłynnione już rzeczy to fajnie, jak nie zaproponował inną rekompensatę.

To tak żeby miec nadzieję, że może ludzie nie są tacy źli?

Pozdrawiam
K.

niedziela, 23 marca 2014

Test kompetencji zawodowych cz.1

W najnowszym Twoim Stylu jest artykuł o kompetencjach "miękkich", mocnych stronach, które są niezależne od wykształcenia czy nawet często doświadczenia zawodowego. I tak udowadniano, że młoda matka, szukając pracy po urlopie macierzyńskim czy wychowawczym powinna podkreślać swoje mocne strony tj innowacyjność (bo przecież co dzień musi próbować nowych sposobów aby zachęcić niejadka do zjedzenia papki z przetartych marchwi).
Partonem akcji "mama wraca do pracy" jest portal pracuj.pl i tam też możemy znaleźć testy kompetencji.
Ja postanowiłam dziś zrobić jeden z trzech dostępnych testów. Padło na "inicjatywa, wywieranie wpływu, innowacyjność".
Jeżeli macie profil na portalu, wchodzicie w zakładkę MÓJ PRACUJ, następnie TESTY i wybieracie któryś z dostępnych testów:
-  INICJATYWA, WYWIERANIE WPŁYWU, INNOWACYJNOŚĆ
- ROZWIĄZYWANIE PROBLEMÓW, OTWARTOŚĆ NA ZMIANY, ORIENTACJA NA KLIENTA
- ORIENTACJA NA CELE, WSPÓŁPRACA, NASTAWIENIE NA ROZWÓJ

Jest 18 pytań. Mamy godzinę na rozwiązanie testu (mnie zajęło to ok 15 minut, ale nie zastanawiałam się długo nad odpowiedziami, na ogół opisywane sytuacje nigdy mnie nie dotyczyły ani prawdopodobnie nie będą miały miejsca w firmie, w której obecnie pracuję, dlatego odpowiedzi były bardziej intuicyjne)

Opisana jest sytuacja i cztery warianty zachowań w niej: A, B, C, D. Do każdego z tych wariantów trzeba dopasować cyfrę 1-4 przy czym 1- to zachowanie najbardziej podobne do naszego, 2-3 to zachowania pośrednie a 4 najmniej podobne do naszego.

Po skończonym teście otrzymujemy wyniki w postaci raportu.
Niskie wyniki nie muszą być złe (tak się pocieszam), nie wszędzie i nie zawsze pracodawcy zależy na pracowniku, który za wszelką cenę forsuje swoje pomysły lub zawsze jest innowacyjny.

Właśnie w przypadku innowacyjności i inicjatywy otrzymałam wyniki niskie, natomiast w wywieraniu wpływu średnie i właśnie tutaj nie mogę zd=godzić się z opisem, według którego najpierw pytam wszystkich wokół o zdanie. Właśnie moim problemem jest to, ze stanowczo za rzadko pytam się o zdanie bo czyjeś sugestie czy opinie dotyczące mojego pomysłu mało mnie interesują.

Charakter mojej pracy  częściowo nie pozwala na zbyt wielką innowacyjność. W projektowaniu nie ma na nią dużo miejsca, tutaj są głównie normy i przepisy, a często pokutuje też przekonanie, z którym się właściwie zgadzam, że "lepsze jest wrogiem dobrego".
Druga sprawa, pracuję w korporacji i tutaj są standardy i instrukcje dosłownie na wszystko, nawet na to, ze w sezonie grypy nie powinno się podawać dłoni na przywitanie. Ma to jak wszystko swoje plusy i minusy, ale umówmy się, innowacyjności to nie sprzyja.
Inicjatywa faktycznie mogłaby być większa z mojej strony, ale czasem po prostu mi się nie chce, jest zadanie do zrobienia to się je robi, raczej nie proszę się o coś ekstra. Przyznaję jednak, ze warto nad tym popracować i być może  kiedyś osiągnąć przynajmniej wynik "średni"?
Wywieranie wpływu jest jak wspomniałam u mnie na średnim poziomie. Nie zgadzam się z tym, że potrzebuję zasięgać opinii u innych. Według mnie mam raczej problem z argumentacją, często daję się zagonić w  kozi róg i wtedy rezygnuję, nawet kiedy mam rację, albo się denerwuję i podnoszę głos (niestety również tonację). Cały zcas jednak nad tym pracuję i chyba idzie mi coraz lepiej.

Testy można powtórzyć za 6 miesięcy. Zrobię to i zobaczymy czy osiągnę inne wyniki.
Zachęcam Was do tego samego, potraktujcie to jako zabawę, sugestię, coś w stylu psychozabawy (choć podobno nie jest to psychotest).

Powodzenia i dobrej zabawy
Kasia

PS. Niedługo zrobię dwa pozostałe testy i opiszę tutaj ich wyniki, chociaż trochę się boję, że wyjdzie na to, ze nie mam mocnych stron. Trudno, przekonamy się.

środa, 12 marca 2014

O książkowych słabościach

Moje inspiracje przychodzą głownie podczas godzinnych podroży autobusem do pracy. Powinnam chyba zapisywać wszystkie pomysły w jakimś notesie, gdybym zaczęła robić to wcześniej to jestem pewna że do tej pory udałoby mi się napisać książkę. Także pomysły na ciekawe wpisy a blog pojawiają się właśnie wtedy kiedy oglądam szare łódzkie ulice (nie jestem zwolenniczką teorii, że Łódź jest brzydka i szara, ale ja po postu jadę taką nieciekawą trasą), potem przychodzę do domu i w głowie mam pustkę, albo po prostu brakuje czasu.
Ale kiedy nie mogę już poradzić sobie z autobusowym natchnieniem, wyciągam książkę. Mam dwie słabości z nimi związane: kupowanie i czytanie kilku jednocześnie, przez to wiele pozostaje nie skończona przez wiele lat.
Jakiś czas temu postanowiłam nie kupować nowych pozycji, póki nie przeczytam tych już rozpoczętych. Niestety jak często to bywa z moimi postanowieniami i to zostało zignorowane. Tydzień temu odwiedziłam Empik i nie mogłam wyjść z pustymi rękoma.


Po prostu nie mogłam oprzeć się pokusie kolejnego spotkania z Bridget. Czytam ją w drodze do pracy i założyłam sobie, ze skończę do niedzieli. Czasem śmieję się czytając tę książkę, czasem jak dziś musiałam ją zamknąć bo bym się popłakała. Nie ważne, nie będę opowiadała fabuły. Widziałam dziś zdjęcie Renee Zellweger po zabiegach medycyny estetycznej (co najmniej), która nie przypomina już samej siebie i pomyślałam, że nie pasuje już zupełnie do tej roli, ale też już żadna aktorka nie da rady jej zastąpić.

Oprócz tego do moich nowych nabytków należy "Kocham Nowy Jork", miała dobre recenzje, ale mnie trochę nudzi, na razie ją tylko zaczęłam, planuję skończyć zaraz po Bridget.

Trzecia pozycja to autobiografia Margaret Thatcher. Uwielbiam film "Żelazna dama", chciałam dowiedzieć się więcej o tej ciekawej, ale kontrowersyjnej postaci. Tutaj niestety trochę dałam się oszukać, tzn nie mogę tego nazwać oszustwem, ale nabrałam się na duży napis -50%. Niestety nie doczytałam tego co było napisane dużo mniejszym już drukiem, bo -50% to rabat na druga książkę w tej promocji. Szkoda, że nie zwróciłam na to uwagi, ale i tak planowałam od dłuższego czasu ten zakup.

Następnym razem pokarzę wam książki, które czekają w kolejce do przeczytania lub dokończenia. Muszę się zmobilizować i jednocześnie przestać kupować nowe pozycje. Poza tym  miałam oszczędzać, a jakoś średnio mi to idzie.

Kończę, kładziemy się z małą K.spać.
Pozdrawiam

niedziela, 2 marca 2014

Koniec karnawału

Przedostatnia sobota karnawału- w końcu poszłam na bal. Od lat mówiłam głośno o chęci udziału w takim wydarzeniu, ale raczej pozostawało to bez echa. Moim marzeniem był bal kostiumowy, ale widocznie nie można chcieć wszystkiego.
Długo szukałam odpowiedniej kreacji, niestety w długich sukienkach wyglądałam jak szeroki klocek, stanęło więc na klasycznym ołówkowym kroju- sukienka z mohito, obcisła na biodrach, w takich wyglądam chyba najkorzystniej. Strój nie spełniał moich oczekiwań, ale w porównaniu do widma błyszczącego garnituru P o którym pisałam wcześniej nie było źle.
Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam stroje innych kobiet, mogłabym przecież w ogóle nie szukać nowej sukienki, wystarczyłoby sięgnąć do tego co wisi w pracy a czasem nawet zakładam do pracy. Z drugiej strony czemu się dziwić, dziś już do teatru nikt specjalnie się nie ubiera, a osobiście znam chłopaka który na koncert do filharmonii poszedł w dresowej bluzie.

Na balu był alkohol... zrozumiałe. Dodał mi oczywiście odwagi, niestety włączył jak zwykle sarkazm i zaczęłam nauczać swojej wizji feminizmu. Wszystko to oczywiście na wesoło, ale momentami nie było mi do śmiechu kiedy musiałam odpowiadać na co najmniej dziwne pytania: "a sprzątasz?", "a gotujesz?" "ale jednak się zakochałaś?"
Matko, co to miało być? Nie chodzi mi o dziewczynę która zadawała takie pytania, była bardzo sympatyczna, ale chyba zbyt mocno uległa stereotypom.
A może to pokłosie wypowiedzi Perfekcyjnej Pani Domu, która chyba dwa lata temu twierdziła, ze za bałagan w domu odpowiedzialne są feministki, które przekonały kobiety że dbanie o dom jest nie fajne?
A tak naprawdę feminizm to pogląd uznający równość płci na polu społecznym, politycznym i ekonomicznym. Kto się z tym nie zgadza? Prawda że to nic strasznego?

A oto ja, wstrętna, brzydka feministka, nie golę nóg i palę staniki, w dodatku kolaboruję z patriarchatem osiągając orgazm z mężczyzną (czytałam o takiej wypowiedzi niemieckiej feministki, ale była chyba lesbijką).
Zaraz, zaraz, a czy ja czasem nie jestem lesbijką?
Do kogo się tam przytulam? To P, ale musiałam go wyciąć z naszego jedynego prześwietlonego zdjęcia z cyklu samojebek, bo wyszedł jeszcze gorzej niż ja.





Ostatnia sobota karnawału- miały być tańce na mieście, w końcu było kino. Poszliśmy na remake Robocopa. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać, recenzje były skrajne, wiadomo Ci którzy pamiętają oryginalną wersję zawsze będą uważali ją za lepszą, znacie jakiś remake który podobał się Wam bardziej od oryginału?
Ale pomijając akcję, czy efekty specjalne które były po prostu dobre, mnie ten film urzekł bo mówi o moralności, o granicach jakie musimy sobie postawić jako ludzie, o granicy człowieczeństwa i życia jako takiego.