niedziela, 9 lutego 2014

Historia podłej kradzieży

Ostatni dzień stycznia. Z twórczego ciągu przeglądania internetowych informacji na który sobie pozwalam pijąc w pracy poranna kawę wyrwał mnie telefon od P. "Widziałaś gdzieś moje klucze?" Cholera, P ma zaraz zaprowadzić Kasię do przedszkola, stroją pewnie ubrani w kurtki bo on nie może sobie przypomnieć gdzie rzucił plik swojego żelastwa. Po południu wieści są równie kiepskie, co prawda w domu był zapasowy klucz do jednego zamka, ale tamte gdzieś przepadły. Ale przecież dzień wcześniej wchodził do domu z Kasią, potem przyszłam ja, P jeszcze gdzieś pojechał ale na 100% kluczy nie zabrał. Tajemnicza sprawa...
O 15 P jedzie po Kasie i jednak postanawia sprawdzić czy dzień wcześniej jednak wyszedł wieczorem z kluczami i je zgubił. Jadą więc tam a potem po mnie do pracy.
Wracamy ok 18. Muszę posprzątać sypialkę, dzień wcześniej kotka miała ruję i zasikała materac.. Pościeliłam łóżko, wytarłam kurze i zmyłam podłogę, była trochę zadeptana, ale Kasia lubi tu zakładać buty (ufff dobrze ze ciągle nie mamy tu mojego wymarzonego białego puchatego dywanu).
Zaczynamy ćwiczyć P90x. Zaczynamy od Abb-rippera, potem okazuje się, ze P nie chce iść według po kolei wg programu tylko chce robić "wtorkowe" ćwiczenia. Ok, umówiliśmy się,.że najpierw ćwiczy on, potem ja. Zadowolona, ze mogę trochę czasu spędzić na oglądaniu filmików na youtube rozglądam się za komputerem, nigdzie go jednak nie widzę, na stole leży myszka. Pytam P gdzie położył komputer, mówi ze na stole, odpowiadam że nie ma, oboje się śmiejemy myśląc że się wkręcamy. W końcu jednak rozumiemy, klucze tak jak podejrzewaliśmy zostały w drzwiach, ktoś je zabrał (sąsiedzi lub ktoś kto do nich przychodzi?), widział jak P odjeżdża autem o 15, musiał wiedzieć że czasami o tej porze jeździ po mnie, wszedł do mieszkania i zabrał kilka rzeczy. Oprócz tej zadeptanej podłogi (to jednak nie była sprawka Kasi) i braku laptopa nie było śladu, wychodząc zamknął nawet drzwi. Przeszukaliśmy szuflady, zniknął jeszcze aparat, dwa Kasi łańcuszki, próbował ukraść też Kasi pieniądze od babci, ale wypadły mu w przedpokoju i wsunęły się pod dywanik (dobrze mu tak). Idiota nie zabrał dwóch zegarków P, ale połaszczył się na kilka euro które miałam w stoliku nocnym w sypialce (po co mu te monety, przecież nie wymieni).
Przyjechała policja, niestety większość śladów została zatarta przez nas nim zorientowaliśmy się, ze zostaliśmy okradzeni (nie wspominając o sypialni gdzie wyszorowałam wszystko). Udało się jednak zebrać jeden odcisk buta.
Niestety obawiam się, że sprawca nie zostanie znaleziony, idiota zabrał nam stare sprzęty, jak to skwitowali moi koledzy w pracy "Kaśka, wy nie zostaliście okradzeni tylko zezłomowani". On zarobi grodze, my mamy poważne wydatki.
Laptop już odkupiony (okropny Windows 8- tęsknię za swoim starym złomkiem), aparat dopiero przed wakacjami. Obiecywałam więcej zdjęć, ale aparatu nie mam. Na szczęście mam nowy telefon z aparatem prawie tak dobrym jak ten ukradziony, więc jakoś sobie poradzę.
Mieliśmy dużo szczęścia, to nie był profesjonalista, przeoczył masę rzeczy które leżały na wierzchu, mamy swoje podejrzenia, póki co prowadzę swoje osobiste dochodzenie :-) Lata oglądania Herkulesa Poirot nie mogą pójść na marne :-), jednak poczucie bezpieczeństwa zostało trochę zachwiane, powoli wracam do siebie i dwa razy sprawdzam czy wyjęłam klucze z zamka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz