wtorek, 17 grudnia 2013

Być jak Will Hunting

Jednym z moich ulubionych filmów jest "Buntownik w wyboru"


. W niedzielę oglądałam go na ALE KINO i do dziś musiałam obejrzeć go ponownie dwa razy. Czemu zrobił na mnie takie wrażenie? Chyba rozumie to każdy kto ten film kiedykolwiek oglądał: bo jest doskonały, począwszy od scenariusza, po grę aktorską, emocje które wywołuje i że daje nadzieję, że każdy z nas może mieć w kieszeni swój "bilet do szczęścia". A ja po prostu chciałabym być jak Will, a dokładnie mieć taki dar jak on. Nie brakuje mi niczego intelektualnie, ale moim marzeniem było mieć umysł nieprzeciętny, być jak Einstein czy Skłodowska i oczywiście by zdobyć Nagrodę Nobla. A co tam, marzeń nie należy się wstydzić.
Do tej pory uważam, że oddałabym urodę za jeszcze więcej "rozumu", nic nie kręci mnie tak jak intelekt u ludzi. Prawda jest jednak taka, że nie jestem też brzydka. I oto sedno, czy myślałabym tak samo gdyby tak nie było? Oczywiście że uroda jest względna, nie ma co do tego wątpliwości i gdybym wrzuciła tu swoje zdjęcie ( a jestem szalenie niefotogeniczna) to może w końcu pod tym postem rozwinęłaby się potężna dyskusja, gdyż zarzucalibyście mi że piszę kłamstwa (wiem, wpisy mogą być chaotyczne, więc mądra nie jestem, do tego fotografia udowodniłaby, że ładna również nie). Ale o co w tym wszystkim chodzi? O to, że od dzieciństwa wpajano we mnie poczucie własnej wartości, mówili, że jestem najpiękniejszym dzieckiem na świecie i że jestem bardzo mądra. Uwielbiałam słuchać opowieści o tym kiedy zaczęłam mówić, kiedy czytać i pisać.Moje niezachwiane poczucie własnej wartości wyniosłam z rodzinnego domu. Cudowny dom, w którym nie mogłam liczyć na dobra materialne, ale w którym byłam w pełni akceptowana. Hołubiona jako dziecko, obdarzona zaufaniem jako nastolatka, zawsze w pełni kochana. W oczach moich rodziców byłam najpiękniejsza i najmądrzejsza na świecie. I to była droga do tego aby kochać swój umysł i ciało. Dziś staram się tak wychowywać swoją córkę, powtarzam jej jaka jest wyjątkowa. łapię się na tym jednak że częściej podkreślam jaka jest piękna (no nie mogę się powstrzymać kiedy tańczy w balowej sukni i uszach kota na głowie), staram się jednak wtedy dodawać, że jest świetna w tym co robi (jeśli akurat tak jak napisałam to że taniec wychodzi świetnie) i że jest bardzo mądra.
A tak w ogóle to odbiegłam od tematu, ale będąc ciągle na gorąco, pod wrażeniem "buntownika..." zaczęłam pisać ten tekst, ale stał się chyba zbyt wielowątkowy.Mogłabym tak kontynuować o moich marzeniach o Noblu, o tym że nigdy nie wstydziłam się mówić o tym właśnie marzeniu, choć ludzie usłyszawszy to uśmiechali się znacząco. Ale zawsze mówiłam, że mam taką samą szansę jak każdy inny.
A na koniec banał: wierzcie w siebie, mówcie dzieciom, że są wspaniałe inie wstydźcie się głośno marzyć.
Buziaki

1 komentarz:

  1. oglądałam dawno temu, też wywarł na mnie duże wrażenie. Einsteina uwielbiam, szczególnie jego myśli eh pewnie każdy chciałby zamienić się z nim mózgiem. Jako dziecko niestety nie słyszałam od rodziców, że jestem piękna i mądra, nawet gdy taka nie byłam, dlatego swoim dzieciom to powtarzam kilka razy dziennie, nie chcę żeby wyrosły na zakompleksione osoby i wcale nie uważam, że przez to będą przemądrzałe i zbyt pewne siebie (chociaż dla mnie to pozytywna cecha), a wiem to bo córka jest osobą już pełnoletnią i nigdy nie uważała się za lepszą niż inni od tego mojego gadania. To nie banał wierzyć w siebie, marzyć i mówić dzieciom że są piękne i wspaniałe, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń