piątek, 1 listopada 2013

Bogata kobieta- kontrola wydatków październik.

Pomimo "godnych" zarobków nie byłam w  stanie oszczędzić wielu pieniędzy. Było to o tyle dziwne że nie kupowałam drogich rzeczy. Jeśli chodzi o ubrania to nie kręcą mnie metki i głownie wybieram coś na szybko w sieciówkach (mimo to i tak uważam że te ubrania nie są warte swojej regularnej ceny, no ale w czymś trzeba chodzić). Pierwszym krokiem do opanowania tego zjawiska tracenia pieniędzy była kontrola wydatków. Stworzyłam sobie w arkuszu kalkulacyjnym odpowiednią tabelę i każdego dnia wpisywałam do odpowiedniej kategorgii określoną wydaną sumę pieniędzy. Zakładałam, że w październiku wydaję "normalnie" tzn nie oszczędzam jeszcze tylko kupuję tak jak do tej pory (jednym słowem- niezorganizowanie).
Wyniki mnie poraziły i przeraziły, pieniądze, dosłownie cała wypłata przeciekły mi jak przez palce, najgorsze, że tak jak wspominałam nie kupiłam nic "trwałego" poza oczywiście kilkoma parami spodni dla córki.
A oto wyniki (nie wpisywałam kwot, ale udziały procentowe)

Pierwszy wykres pokazuje udział wydatków stałych: opłaty za mieszkanie (poza kredytem, który opłaca mąż), opłaty za przedszkole, za balet, migawkę, składki na dzień nauczyciela czy dentystę dziecka (ok, dwie ostatnie pozycje może nie są wydatkami stałymi, ale podobne zdarzają się często) oraz wydatków "pozostałych".
 
 Kolejny wykres ilustruje podział wydatków "pozostałych" czyli tych codziennych.
Największa grupa to oczywiście zakupy spożywcze, niestety muszę przyznać że te również nie są dobrze planowane i zdarza się, ze jedzenie się marnuje (muszę to przyznać z ogromnym bólem serca).
Kolejną co do wielkości pozycją są moje obiady w pracy. Nie mamy taniej zakładowej stołówki, z lenistwa zamawiamy katering, średnia cena obiadu to 16zł. Do tego wliczyłam to co wydaję podczas "wycieczek do automatu" na świństwa które pomagają przetrwać dzień.
Bardzo dużo wydałam też w tym miesiącu na ksiązki, gazety i zabawki. Nie były to zabawki akurat dla mojej córki, mieliśmy jednak dużo przedszkolnych urodzin i z tego powodu jest to trzecia co do wielkości pozycja.
Co do książek jednak muszę się przyznać, kupiłam sobie i córce kilka- to moja wielka słabość.
Później "odzież"- dla siebie nic konkretnego, ale jak wspominałam musiałam uzupełnić jesienną szafę mojego dziecka.
Kolor żółty na wykresie to wszelka chemia, detergenty jak i kosmetyki. Kolorowych było mało, ale chodzi też o płyny do kąpieli i pod prysznic, mydła czy pasty do zębów,
Wszelkie "inne" to ok 6,5%, tu były jakieś lekarstwa, taksówka czy paliwo dla męża za odwożenie do pracy (tak, nie mam prawa jazdy i też się tego wstydzę).
Największą niespodzianką były koszty utrzymania kota. Co prawda w październik wchodziłam z  zapasem mokrej karmy. Właściwie kupowałam więc żwirek (duże opakowanie co zawsze wychodzi taniej) jak i skorzystałam z promocyjnych opakowań ulubionego przez Afrę Royal Canin..



Podsumowując: kiepsko to wygląda, chaotyczne zakupy, kupowanie jedzenia w pracy (które już szczerze mówiąc mi zbrzydło, ale jestem zbyt leniwa żeby sobie coś naszykować), kupowanie książek które i tak muszą czekać długo na swoją kolei.
Listopad będzie inny. Jedzenie będę robiła sama, dopuszczam początkowo 1 raz w tyg zamówić katering, zakupy będę robiła sama i z listą, pisząc "sama" mam na myśli bez córki, która często prosi o książki, a ja skoro staram się jej wpoić miłość do czytania (na razie to ja jej czytam) bardzo szybko ulegam myśląc "ok 20-30 zł, nie zbiednieję, to tylko jeden raz - i tak za każdym razem).
Czyli listopad będzie kolejnym eksperymentalnym miesiącem. O wynikach napiszę w grudniu.
Oczywiście to nie są wszystkie domowe wydatki, nie wliczyłam tutaj tych za które płaci mąż- auto, kredyt oraz cześć zakupów spożywczych (tak, u nas zawsze walka o to kto idzie po zakupy (oby to drugie) lub udawanie głupa przy kasie w sklepie, ale jest to całkiem zabawne).
A Wy macie jakieś pomysły na kontrolowanie swoich pieniędzy?

1 komentarz:

  1. fajne te wykresy, kiedyś też próbowałam zapisywać wydatki, ale nigdy nie zostawało mi nic na plusie więc zniechęciłam się, może spróbuję od Nowego Roku?

    OdpowiedzUsuń